Ryszard Kozłowski formalnie jest jeszcze dyrektorem Centrum Kultury w Wodzisławiu, ale pod koniec maja otrzymał trzymiesięczne wypowiedzenie. Zdaniem wiceprezydenta miasta Jana Serwotki nie najlepiej wypełniał swoje obowiązki.
Leszek Nowakowski, magistracki rzecznik, mówi, że już od dłuższego czasu do urzędu miasta wpływały skargi na dyrektora. – Mieliśmy wiele sygnałów dotyczących niskiej jakości imprez organizowanych przez centrum kultury – tłumaczy. Tymczasem dyrektor dysponował rocznie kwotą 1,1 mln zł. To sporo. Nowakowski podkreśla, że te pieniądze nijak się miały do miernego repertuaru, jakim raczył mieszkańców przybytek kultury. Ponadto mówiło się o niedobrym klimacie panującym wokół centrum kultury. Niezadowoleni byli również kierownicy zespołów działających w gmachu przy ulicy Kubsza. Kwestionowali m.in. sposób rozdzielania pieniędzy na poszczególne grupy. Opiekunce Vladislavii nie podobało się np. to, że pieniądze przeznaczone na zespół trafiały do wspólnego budżetu placówki. Artyści tymczasem oczekiwali, że dyrektor kupi im nowe stroje. Nowakowski przypomina, iż pierwszym poważnym błędem Kozłowskiego było wyemitowanie w kinie filmu dla dzieci... z wulgaryzmami i sporą dozą erotyzmu. Do skandalu doszło podczas poprzednich ferii zimowych. – To nie powinno było się zdarzyć – stwierdza Leszek Nowakowski. Nieprawidłowości potwierdziły dwie kontrole magistrackich urzędników.Rzecznik dodaje, że wiceprezydent Serwotka długo zastanawiał się nad tym, jak należy postąpić. Nie było to łatwe, gdyż dyrektor kierował centrum przez prawie piętnaście lat. – To naprawdę szmat czasu, więc jedną nieprzemyślaną decyzją można przekreślić cały dorobek człowieka – mówi rzecznik. W końcu jednak przeważyły argumenty za odwołaniem dyrektora. Tymczasem Ryszard Kozłowski rozchorował się i w ubiegły wtorek trafił do wodzisławskiego szpitala. Jego obowiązki przejął zastępca Maciej Meisel. Dyrektor widzi sprawę nieco inaczej. Stwierdza, że jakość repertuaru CK to kwestia dyskusyjna. Mówi, że może i popełnił błędy, ale wina nie była na tyle duża, żeby od razu zwalniać człowieka z pracy. Tłumaczy, że wspomniany kontrowersyjny film (miał tytuł „Haker”) zaprezentowany uczniom w czasie zimowych ferii był dozwolony od lat 12. – Sprawdziliśmy to w internecie – zaznacza i przypomina, iż projekcja została przerwana.