Verona
fotojoker
ładowanie...

25 kwietnia 2017

Imieniny:

ładowanie...

złóż życzenia

Znak zodiaku: Byk
sprawdź horoskop

Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Nieruchomości
  3. Lokale
  4. Mieszkania
  5. Handel
  6. Usługi
  7. Finanse
  8. Zdrowie i Uroda
  9. Nauka
  10. Praca
  11. Różne
  12. Dodaj ogłoszenie
Do wypadku doszło na skrzyżowaniu ulicy Mikołowskiej i Wielopolskiej w dzielnic Paruszowiec. Zderzyły się fiat bravo i opel meriva.
24.04.2017
0
Akcja sprzątania rzeki to już tradycja, a i roboty kajakarze mają coraz mniej. Dlaczego/ Bo rośnie świadomość ekologiczna i w wodzie ląduje mniej śmieci!
24.04.2017
0
Uchwała ma tylu samo zwolenników, co przeciwników.
21.04.2017
0
To już trzeci zabytkowy obiekt, który w ostatnich miesiącach zniknął z powierzchni ziemi w Rybniku. Na pierwszy ogień poszła willa dyrektora kopalni Beata, potem Florianshof w Zamysłowie, a teraz dworek na Dworku.
20.04.2017
3
Pięcioletnia dziewczynka trafiła na oddział pediatryczny z 40-stopniową gorączką i bólami brzucha. Nazajutrz jej stan się pogorszy. Trafoła do szpitala w Jastrzębiu i wkrótce zmarła.
20.04.2017
1
Wojciech Piecha zdradził nam ostatnio, że jest miłośnikiem dobrych kryminałów i książek historycznych. Szczególnie chętnie senator RP z Rybnika sięga po publikacje poświęcone Piłsudskiemu, Dmowskiemu, a ostatnio Korfantemu
24.04.2017
1
Jak pradziadka po mokradłach powodziło cz. 1
19.04.2017   Rybnik, Region   Publicystyka z regionu   Wydanie: 2017/16 (3114)

Droga do kopalni była długa i niebezpieczna, więc górnicy trzymali się razemZ grupy górników, która przed laty maszerowała do pracy w kopalni Beata, jakimś cudem odłączył się ostatni z nich. I wygląda na to, że nie był to przypadek!

Opowieść, którą chcę tu przytoczyć, znam z relacji mojej babci i jej sióstr z Jejkowic. Ich ojciec, a mój pradziadek Karol (rocznik 1861) pracował w kopalni Beata w pobliżu Niewiadomia (obecnie dzielnica Rybnika). Był pracowity i kiedy nie było roboty w kopalni, na ogół latem, trudnił się murarką. Z pomocą żony i dzieci obrabiał też swój spory kawałek pola. Znany był z sumienności i pobożności. Chętnie pomagał sąsiadom i znajomym w pracach polowych czy urzędowych. Z tego powodu ludzie dobrze go wspominali, i to jeszcze prawie czterdzieści lat po jego śmierci.

W czasach, kiedy nie było jeszcze komunikacji, ludzie wszędzie chodzili pieszo. Droga do kopalni, którą sześć razy w tygodniu przemierzali górnicy, była bardzo długa i prowadziła przez podmokłe łąki i las, więc mężczyźni pracujący w Beacie zbierali się pod krzyżem w środku wsi, a potem, gdy było jeszcze ciemno, wyruszali gromadnie na poranną szychtę. Jesienią dołączył do nich nowy górnik o imieniu Konstanty, który niedawno kupił malutkie gospodarstwo w pobliżu chałupy pradziadka. Był małomówny i trzymał się raczej na uboczu, więc sąsiedzi niewiele o nim wiedzieli.

Owego pierwszego dnia szedł ostatni i zamykał pochód górników. Kiedy mężczyźni doszli do łąk, pradziadek Karlik, który szedł na czele, starym, górniczym zwyczajem zagadnął: Są wszyscy? Szybko okazało się jednak, że nie ma "nowego" i nie wiadomo, kiedy odłączył się od gromady, więc napoczęły się nawoływania. Dopiero po dłuższej chwili usłyszeli słaby głos dobiegający spod lasu: Chopy, pomożcie! Kaj jo je? Zaś mie tyn najduch posmykoł!

Mężczyźni zaczęli ponaglać towarzysza, żeby za głosem kierował się w ich kierunku, lecz na nic się to zdało, bo głos Konstantego raz się zbliżał do nich, a raz oddalał tak, że nie wiedzieli nawet, w którą stronę ruszyć, żeby mu wyjść naprzeciw. Dopiero kiedy wzeszło słońce, zauważyli kamrata siedzącego pod starą wierzbą rosnącą nad kanałem odprowadzającym wodę z łąk do pobliskiej rzeczki.

Był zmęczony i bardzo brudny, jego ubranie było oblepione mułem i trawą, jakby przed chwilą wykapał się, w kanale nad którym siedział. Mimo tego od razu zerwał się z ziemi i bez słowa ruszył za kolegami. Do kopalni górnicy doszli mocno spóźnieni. Sztygar oczywiście nie uwierzył w ich opowieść i ukarał wszystkich potrąceniem części wynagrodzenia. Miała to być dla nich przestroga na przyszłość!

Drodzy Czytelnicy, ciąg dalszy tej intrygującej opowieści za tydzień.

Elżbieta Grymel

Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

Chop ze Żorów 2017-04-21 12:12:39
tyn artykuł
Grymlino wyście som dziołcha ze Żorów, to napiszcie kaj u nos do dziś dnia smyko! Mojigo ujca jakis dioboł posmykoł, jak szeł naprany wele Śmiyszka. Niy gorszcie sie na mie za te szpasy, a piszcie tak dalij, bo Wos wszyscy czytomy!
Czytaj także
pokaż więcej
e KULTURA
Rybnik. Miasto z ikrą
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
Praca w Niemczech
Metalmania BOK
Nasza sonda
Czy posyłanie dziecka do wczesnej komunii to dobry pomysł?




Tresna
43007,43044,43042,43032,43014,43019,43041,43040,43039,43038,43037,43036,43035,43034,43033,43030,43029,43028,43024,43023,43022,43020,43018,43017,43016,43015,43012,43011,43010,43008,43005,43021,43013,42989,42964,42956,42952,42898,42833,42765,42714,43004,42962,42957,42903,42896,43009,42902,42830,42717,42573,41464,41185,41139,41093,40871,42990,42904,42831,42767,42719,35489,35311,35310,30320,28101