Eko Okna
Prowells
Prowells

18 lutego 2018

Imieniny:

ładowanie...

złóż życzenia

Znak zodiaku: Wodnik
sprawdź horoskop

Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Nieruchomości
  3. Lokale
  4. Mieszkania
  5. Handel
  6. Usługi
  7. Finanse
  8. Praca
  9. Szukam pracy
  10. Różne
  11. Dodaj ogłoszenie
Dziś finał Konkursu Krajowego 22. Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenergia Ciepła zmierzy się dziesiątka świetnych wokalistów z całego kraju. Później koncert „Dylan Buntownik” w wykonaniu Lubelskiej Federacji Bardów!
17.02.2018
1
Jeszcze wczoraj zatrzymano sprawcę fałszywego alarmu bombowego w Rybniku
15.02.2018
0
Utonięcie, a nie żadne kłopoty zdrowotne, było przyczyną śmierci 14-letniego Władka, którego ciało znaleziono w sobotę w wodzie na krytej pływalni przy ulicy Powstańców Śląskich.
13.02.2018
1
Dwoje młodych ludzi walczy o życie w szpitalu, po tym jak kierująca hyundaiem nie ustąpiła pierwszeństwa i wjechała wprost pod jadącego prawidłowo tira!
13.02.2018
0
Rybnicka policja i prokuratura sprawdzają, kto włamał się na profil internetowy zamordowanej 17-letniej Alicji. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.
12.02.2018
2
Wczoraj wieczorem w Domu Kultury w Rybniku – Chwałowicach odbyła się premiera filmu „Jerzy Malcher – między Londynem a Rybnikiem”. To fabularyzowany dokument Adama Grzegorzka, który opowiada historię śląskiego nauczyciela Jamesa Bonda
18.02.2018
0
Tu pozostał nasz Borja
WODZISŁAW
30.04.2013   Wodzisław Śląski, Region   Historia   Wydanie: 2013/18 (2910)

Olga Gulievskaja w Marszu Pamięci - Pułk Nieśmiertelnych w Tomsku. Niesie fotografie czterech braci Martjanow

Po prawie 70 latach od zakończenia wojny Olga Gulievskaja z Tomska na Syberii przyjechała do Wodzisławia, aby zapalić znicz na grobie Borysa Martjanowa – zwykłego radzieckiego żołnierza, który zginął 16 kwietnia 1945 w Osinach (gmina Gorzyce).

– Nie wiem, co pisać. Myślę, że większość Polaków nie chce o tym pamiętać – napisała wcześniej w liście do Dariusza Dyrszlaga, z którym kontaktowała się na Forum Ziemi Wodzisławskiej Vladislavia, szukając informacji o żołnierzu Armii Czerwonej. Olga Gulievskaja jest lekarką diagnostyki laboratoryjnej. Jej przodkowie pochodzili z Polski, ona sama dość dobrze włada językiem polskim. Szukając śladów Borysa Martjanowa, skontaktowała się z Forum Ziemi Wodzisławskiej Vladislavia, a potem przebyła 5 tysięcy kilometrów, aby pomodlić się i zostawić na Pomniku Żołnierzy Radzieckich zdjęcie krewnego oprawione w ramkę.

Powikłane losy

– Ta historia, choć podobna do wielu innych, niech nam pomoże zrozumieć, jak trudne i skomplikowane są ludzkie losy. Bez względu na to, z jakiej strony konfliktu ginęli żołnierze, należy się im cześć i pamięć – mówiła. Odwiedziła Wodzisław oraz pobliskie miejscowości, także Czyżowice, gdzie (zgodnie z informacją przyjaciela z frontu) Martjanow został naprędce pochowany. Spoczął nieopodal kościoła. Po zakończeniu działań wojennych został zapewne przeniesiony na wspólny cmentarz żołnierzy radzieckich w Wodzisławiu. Pomocnikiem i przewodnikiem pani Olgi był właśnie Dariusz Dyrszlag z Wodzisławia, miłośnik historii lokalnej, a także administrator wodzisławskiego forum, który później szczegółowo spisał wszystkie informacje i dołączył do nich fragmenty listów z czasów wojny oraz rodzinne zdjęcia Borysa Martjanowa.

Borys Martjanow urodził się 25 kwietnia 1905 roku we wsi Tjumieniewo, w Guberni Tomskiej na Syberii. Wychowywał się w chłopskiej rodzinie, jako drugie z szóstki dzieci Siemiona i Agnieszki Martjanowych. Założył rodzinę, miał żonę Annę i trójkę dzieci: synów Helję i Walerego oraz córkę Halinę. Ze zdjęciem swoich dzieci ruszył na wojenną tułaczkę. Został powołany do wojska w 1941 roku. Z 303 Dywizją Piechoty dotarł do Kurska i Woroneża. Później jako żołnierz 6. Inżynieryjno-Saperskiej Brygady walczył na białoruskim froncie. W 1944 wraz z 1. Gwardyjską Armią przemierzył szlak w kierunku Starokonstantynowa, Czertkowa, Lwowa, Drohobyczy, a zimą 1944 roku walczył już w rejonie Karpat na Słowacji.

Borja, pisz częściej

28 września 1944 roku pisał do swojej rodziny: "Musiałem przeżyć ciężką szkołę walki i nieprzerwanie przez trzy lata patrzeć śmierci w oczy. Przejść takie trudności, zimno, dwa zranienia (...) Wszystko to jest dużą wartością i musi skończyć się bohaterskim zwycięstwem". Jego żona odpisała mu, że wszyscy w domu z utęsknieniem na niego czekają, tym bardziej że wielu żołnierzy już do domu wróciło, a jego wciąż nie ma. "Jak się czujesz, Borja? Jak zdrowie? Kiedy zobaczymy ciebie w domu? Tęsknią dzieciaki, czekając na ojca, tęsknię ja, czekając na męża. Po prostu mam dość wszystkiego. Borja, pisz częściej" – prosiła żona.

Borys i Anna Martjanowowie mieli troje dzieci. Na zdjęciu: pięcioletni Helja, trzyletnia Halina i roczny Walery. Wszyscy bardzo tęsknili za ojcemW ostatnią wiosnę życia wojna rzuciła Borysa Martjanowa na Górny Śląsk, gdzie trwały zaciekłe walki. Borja zajmował się głównie rozminowywaniem terenu i szkoleniem młodych żołnierzy, za co już wcześniej został odznaczony medalami za zasługi, męstwo i odwagę. 16 kwietnia rano zdążył jeszcze napisać do najmłodszego syna, Walerego: "Wkrótce, wkrótce, będzie koniec wojny i wszyscy pojedziemy do domu i twój tata też przyjedzie. Pozostawajcie żywi i zdrowi. Rośnij na dobrego chłopca. Całuję Was wszystkich, tata". Niestety, zginął tego samego dnia, podczas rozminowywania podejścia do stacji kolejowej we wsi Osiny. Został ugodzony odłamkami pocisku artyleryjskiego, który eksplodował w bliskiej odległości od niego.

Order po śmierci

Za swój ostatni bój odznaczony został pośmiertnie orderem Czerwonej Gwiazdy. Oprócz oficjalnej wiadomości o śmierci męża żona Anna otrzymała także list od jego przyjaciela z frontu. Informował on m.in., że Borys Martjanow zginął wraz ze swoim towarzyszem wskutek wybuchu, do którego doszło metr od niego. Miał obrażenia głowy, ręki i nogi. Obaj leżeli wzdłuż torów. Obaj zostali pochowani w Czyżowicach, niedaleko kościoła. "Zrobiliśmy ogrodzenie wokół mogiły, gdzie go pozostawiliśmy i poszliśmy dalej" – pisał do żony przyjaciel Borysa. Razem walczyli trzy lata.Boris Martjanow z Syberii zginął 16 kwietnia 1945 roku w Osinach

Dzieci zapamiętały swojego ojca tylko z fotografii. Córka Halina, która miała trzy latka, jak ojciec ruszył na wojnę, po latach wspominała, że ciężko było im patrzeć na łzy mamy. – Krzyczeliśmy: inni ojcowie wracają, a naszego nie ma! Dlaczego? Lata mijały, jednak listy z wojny i pozostawiona stara mapka Czyżowic z zaznaczonym grobem Borisa Martjanowa wręcz wołały, aby ktoś z bliskich wyruszył w drogę i pomodlił się nad grobem żołnierza pochowanego 5 tysięcy kilometrów od domu. – Wojna dawno się skończyła, ale pamięć wśród bliskich Borysa Martjanowa jest ciągle żywa – dodaje Olga Gulievskaja.

Iza Salamon
Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

gorol 2013-07-25 19:59:27
Zmarłym należy oddać cześć
Tak jak Żorzanka uważam, że zwykli, szarzy ludzie zawsze są ofiarami wojen - bez względu na to, po której stronie konfliktu się znaleźli. Zarówno Wania, Hans i Jan woleliby żyć spokojnie w domu, niż walczyć na wojnie. Politycy, którzy decydują o wojnie, zazwyczaj siedzą w bezpiecznym miejscu i zawsze sobie "poradzą".
dziobak 2013-05-09 11:28:36
zaproszynia...
Slonzoki tyż nikogo nie zaproszali a przyszoł Niemiec, a potym Rus i Gorol..Naszych chopcow Niemce wysłali na Rusa, a teraz gorole chocioż sie tu rzondzom nie pamientajom o nich..Slonzokow kochajom yno jak som wybory i jak chcom nasze piniondze
as 2013-05-06 21:52:59
do hajnela
a kto zapraszał wehrmacht tam? sami się pchali, szkoda tylko biednych zwykłych żołnierzy tak z jednej jak i drugiej strony
hajnel 2013-05-04 11:57:18
Nasi tam leżą..
U nich tyż leżom nasi chopcy z Wermachtu..Duzo grobow zaorali i niy zaproszajom nos tam..Kto im zapoli świyczka ?
swój 2013-05-03 11:53:38
moje zdanie
Obraz zwykłej rodziny, która wplątana została w ta straszna wojnę. W końcu inny obraz rosyjskich żołnierzy, których przedstawia się z reguły jako oprawców...
Żorzanka 2013-04-30 20:17:20
groby żołnierzy poległych w II wojnie światowej
Każda śmierć boli, szczególnie bliskich! Brat mojego dziadka wyjechał w 1906 r. ( wtedy Polski nie było jeszcze na mapach) wraz z rodziną Durantów (Baranowice - Żory) na Dolny Śląsk, tam urodziło się jego dwóch synów. We wrześniu 1939 r. jeden z nich jako żołnierz Wermachtu, trafił na Górny Śląsk i cieszył się że odwiedzi ojcowiznę swego ojca, niestety nie zdążył, padł w boju w okolicach Skoczowa. Jego brat zginął kilka miesięcy później na terenie Niemiec. To byli nasi śląscy chłopcy! Pewnie znajdą się tacy, którzy będą krzyczeć, że znaleźli się po niewłaściwej stronie, nie oni ją jednak wybrali a Historia! Pamiętajmy, że w czasie wojny nigdy nie ma właściwej strony!
Czytaj także
pokaż więcej
e KULTURA
Rybnik. Miasto z ikrą
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
Praca w Niemczech
Tresna
Nasza sonda
Kto ma rację w sporze lekarzy z ministrem zdrowia?



31190,45302,45281,45275,45273,45272,45304,45303,45301,45300,45298,45297,45296,45295,45291,45292,45290,45289,45288,45287,45286,45284,45283,45282,45280,45279,45278,45265,45270,45209,45276,45253,45252,45228,45227,45226,45257,45229,45182,45146,45102,45258,45230,45183,45147,45100,44450,44340,44173,43982,43745,41464,41185,41139,41093,40871,44529,44441,44407,44342,44279,35489,35311,35310,30320,28101