Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2213°C
197°C15 nazwisk na nagrobnej płycie, 15 rodzinnych tragedii, o których nie mówiono przez lata. Pomnik poświęcony ofiarom obozu Świętochłowice Zgoda. Do dziś nie wiadomo dokładnie, czemu aż tylu ludzi z małej wioski w gminie Lubomia zapłaciło życiem za to, że byli Ślązakami. Dzisiaj, kiedy o kwestii narodowości mówi się coraz więcej, pomnik na cmentarzu w Syryni staje się szczególnym miejscem na mapie powojennych tragedii na Śląsku. Jak pisały „Nowiny” w 1995 roku, w Syryni doszło do aresztowań na podstawie listy sporządzonej przez wójta sąsiedniej miejscowości. Zatrzymano i skierowano do Zgody kilkunastu mieszkańców z folkslistą, ale nie wiadomo, według jakiego klucza. Wszyscy mieszkali na stałe w Syryni, pracowali na roli i w kopalniach, nie mieszali się do polityki.
Historia do wyjaśnienia
„Żaden nie był w Wehrmachcie” – czytamy w artykule „Historia do wyjaśnienia”. I m.in. na ten fragment powołuje się Instytut Pamięci Narodowej w swoich opracowaniach dotyczących dramatu Ślązaków w 1945 roku. Jak wynika z inskrypcji na pomniku, piętnastu mężczyzn w wieku od 50 do 60 lat zginęło w świętochłowickim obozie w okresie od czerwca do sierpnia 1945 roku, czyli tuż po zakończeniu działań wojennych. Jeden z mieszkańców sąsiedniej Zawady (dziś dzielnica Wodzisławia) od wielu lat bardzo interesuje się kwestią Tragedii Górnośląskiej. Zgodził się podzielić się z nami swoją wiedzą na ten temat, zastrzegając jednak swoje nazwisko do wiadomości redakcji. Niestety, mimo upływu lat Ślązacy wciąż niepewnie mówią o obozach i działaniach bezpieki w PRL.
– Sytuację Ślązaków w tamtym okresie obrazuje historia pewnego człowieka z Syryni. Kiedy wkroczyli Niemcy, musiał opuścić swój dom, bo okupanci uważali go za Polaka. Kiedy weszli Polacy, uznali go z kolei za Niemca. I tak było niestety w przypadku wielu śląskich rodzin – mówi pan Jan. Wspomina, jak jego ciocia, która wtedy pomagała u rzeźnika, widziała ponury pochód mężczyzn prowadzonych w stronę dworca kolejowego, skąd wywieziono ich do Świętochłowic. Wspomina też wydarzenie z dzieciństwa, którego był świadkiem, a z powodu którego przez wiele lat nie mógł spać po nocach. Miało ono miejsce pod koniec lat 50. Na drodze w Syryni spotkało się dwóch gospodarzy. Jeden wywoził obornik na pole, a drugi akurat wracał z pustym wozem. Nie mogli się wyminąć, a żaden nie chciał ustąpić.
Plan zbrodni
– Pamiętam, że rozpętała się pomiędzy nimi straszna kłótnia, porwali za widły i zaczęli się zaciekle bić. Ta scena była tak okropna, że do dzisiaj mam ją przed oczami. Płakałem z tego powodu, próbowałem sobie to wyjaśnić. Okazało się, że ojciec jednego z tych gospodarzy zginął w Świętochłowicach, a drugi właśnie w tym obozie się uratował i nie umieli sobie tego wybaczyć – wspomina nasz rozmówca. Przytacza też wspomnienia starszych osób związane ze zbliżającym się frontem, który zatrzymał się na linii Olzie. Jeszcze wojna się nie skończyła, Armia Czerwona była dopiero w Bukowie, a w Syryni już trwały aresztowania i wywózki mieszkańców do obozów bezpieki. Ludzie, jak uważa pan Jan, nie mają więc wątpliwości, że te działania, z listami nieszczęśników, były wcześniej przygotowane.
– Dochodziło do niewyobrażalnych dramatów rodzinnych. Znam też z opowiadań historię jednego z mieszkańców, który uciekł z Wehrmachtu do polskiego wojska. Kiedy jego ojca zamknięto w obozie w Świętochłowicach, on pojechał go ratować. Kiedy udało mu się z nim porozmawiać przez druty, usłyszał od niego znamienne słowa, że jeśli go stamtąd nie wyciągnie, to ma go od razu zastrzelić. Możemy więc sobie wyobrazić, co się działo w tych obozach – dodaje pan Jan. Tak liczne aresztowania w Syryni niektórzy wiążą z osobą księdza Filipa Bednorza, proboszcza w latach 1931-1944. Kapłan przez jednych był szanowany jako budowniczy kościoła, przez innych obwiniany o współpracę z władzą ludową. Notkę w swojej pracy pt. „Śląskie groby ludzi Kościoła'” poświęcił mu dr Norbet Niestolik.
Trzeba pamiętać
Ksiądz Bednorz należał do ZBOWiD-u i sympatyzował z ruchem tzw. księży patriotów. Z woli władzy komunistycznej, a niezgodnie z prawem kanonicznym został wikariuszem kapitularnym w Katowicach. Jego życie przypadło na jeden z najtrudniejszych okresów w historii Kościoła katolickiego w Polsce, gdyż po wojnie represje wobec duchowieństwa katowickiego nie ustały, zmienił się tylko agresor – próbuje tłumaczyć dr Niestolik. Świadectwem tragicznych wydarzeń jest publikacja IPN „Obóz w Świętochłowicach w 1945 roku. Dokumenty, zeznania, relacje, listy” pod redakcją doktora Adama Dziuroka. – To straszna książka, ale warto ją przeczytać, żeby wiedzieć, co działo się tu po wojnie. Niektóre rodziny odcinają się od tej bolesnej historii, a jednak musimy pamiętać, bo jeśli zapomnimy, to kto będzie pamiętał o nas? – zastanawia się pan Jan.