Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2213°C
197°CCoraz więcej ludzi opowiada się za przywróceniem kasy chorych na Śląsku. Co pan na to?
Chciałbym, żeby to się jak najszybciej dokonało! I nie wynika to z prywatnych sentymentów i ambicji, ale z przekonania, że takie rozwiązanie jest o wiele lepsze dla naszego regionu niż obecne. Głosy za przywróceniem regionalnych kas słyszę nawet od przeciwników politycznych, jest to więc ponadpartyjna propozycja służąca Śląskowi.
Czy chodzi o to, że ŚRKCh miała więcej pieniędzy? Była bogatsza?
Budżet zależał wprost od kwoty pieniędzy zebranych w formie składki od ubezpieczonych, a nie od dobrej lub złej woli jakiegoś centralnego urzędnika. Poza tym kasa działała sprawniej, szybciej zapadały ważne dla pacjentów decyzje. Ile to już lat NFZ próbuje się uporać z wprowadzeniem kart czipowych dla reszty kraju, ale jak na razie bezskutecznie. Myśmy ten problem rozwiązali w ciągu dwóch lat i wciąż jesteśmy pod tym względem jedyni w Polsce. Opracowany przez nas system z powodzeniem funkcjonuje do dziś, ułatwiając życie pacjentom i lekarzom. Warto wspomnieć, że jeszcze wcześniej wprowadziliśmy telefoniczną funkcję potwierdzającą ubezpieczenie. Wystarczyło wysłać SMS-a. Na tamte czasy było to spore usprawnienie.
Pana zdaniem NFZ nie zarządza dobrze pieniędzmi?
Na pewno nie powinno dochodzić do takich sytuacji, jaka miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, kiedy z nadwyżki budżetowej województwo mazowieckie otrzymało ponad 400 mln zł, a śląskie zaledwie 15 mln zł. Taki podział pieniędzy jest niejasny i niesprawiedliwy dla regionów.
Czy uważa pan kartę czipową za największy sukces Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych?
Realizacja tego pomysłu nie była specjalnie trudna, wymagała jednak sprawnej organizacji. Chodziło przede wszystkim o druk kart, ich dystrybucję i uruchomienie całego systemu. Uważam, że egzamin zdaliśmy na piątkę. Tymczasem ile energii marnuje się dzisiaj na krytykę i ośmieszanie tej karty, że jest przestarzała. Ile złej woli przejawia się w chęci jej likwidacji czy ograniczenia funkcji. Po co jednak niszczyć coś, co dobrze działa?
Wielu uważa, że karta jest pana dzieckiem, a jednak z jej powodu niej stracił pan stanowisko i naraził się na zarzut niegospodarności...
Jako ŚRKCh wykonaliśmy zadanie, a kulisy całego zamieszania były takie, że ktoś chciał zrobić na karcie interes. Śląska karta ubezpieczenia zdrowotnego wciąż poddawana jest krytyce, jedni zarzucają, że zrobiliby ją lepiej, inni, że rozszerzyliby jej funkcje. Póki co jednak na samych słowach i obietnicach się kończy.
Wziął pan udział w proteście przeciwko ograniczeniu funkcji karty, które zorganizował Ruch Autonomii Śląska. Popiera pan ideę autonomii?
Na pewno jestem zwolennikiem decentralizacji władzy, bo duże, centralnie zarządzane instytucje działają niesprawnie. Polska jest krajem złożonym, każdy region jest inny, każdy ma inne potrzeby, których nieraz z Warszawy nie widać. Regionalne zarządzanie jest lepsze i w żaden sposób nie zagraża państwu. Dlatego jestem za powrotem regionalnych kas chorych.
Karta ma się dobrze!
Jak poinformował nas katowicki oddział NFZ, elektroniczna karta ubezpieczenia zdrowotnego niezmiennie potwierdza prawo do świadczeń. Na Śląsku nie ma powodu zmuszać pacjenta do okazywania jeszcze innych zaświadczeń. Dlaczego? Bo istnieje tak zwana lista negatywna, która jest na bieżąco aktualizowana na podstawie Centralnego Wykazu Ubezpieczonych uaktualnianego przez ZUS. Jest to lista kart osób, które utraciły prawo do korzystania ze świadczeń w zakresie ubezpieczenia.
– Znajduje się ona na portalu świadczeniobiorcy, skąd codziennie aktualizowaną można importować do systemu zakładu opieki zdrowotnej. Po włożeniu karty do czytnika uzyskuje się informację, czy karta jest na liście. Jeżeli nie jest, to oznacza, że dana osoba jest ubezpieczona. Jest to absolutnie wystarczająca informacja – usłyszeliśmy w biurze prasowym katowickiego NFZ. Warto też wspomnieć, że do końca czerwca obowiązuje zarówno stary, jak i nowy wzór recept. Przypomnijmy, że apteki muszą dostosować się do wymogów nowej ustawy m.in. poprzez zmianę oprogramowania, który służy sprawozdawczości. Nie ma to jednak nic wspólnego z pacjentem. (izis)