Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-7-15°C
-10-14°C
Na pięcioletnią Zytę Wojaczek z Chwałęcic wołali w domu pieszczotliwe Zynia. Była uroczym i bystrym dzieckiem. 29 maja 1969 roku, gdzieś koło południa, zapytała swoją babcię, czy może iść na pobliską łąkę po kwiatuszki. Nikt nie wiedział, że wśród majowych kwiatów czai się śmierć. W trawie leżał zerwany drut z linii energetycznej.
Dziewczynkę śmiertelnie poraził prąd. Zginął także jej tata, Konrad Wojaczek, który chciał ją ratować. Miał tylko 39 lat. Cudem ocalała starsza siostra, 15-letnia Gertruda, która również rzuciła się siostrzyczce na pomoc. Życie ocalił jej mieszkający w pobliżu strażak, Alojzy Gaszka, który wykazał się wtedy ogromną odwagą. – Akurat wracałam ze szkoły. Kończyłam ósmą klasę. Po drodze spotkałam niespokojnego tatę jadącego na rowerze, który szukał już Zyty po całych Chwałęcicach – wspomina dzisiaj Getruda Buszka. We wspomnieniach towarzyszy jej starsza siostra, Marta Wieczorek. Obie mieszkają wraz z rodzinami w Chwałęcicach.
Tego dnia sprzed 41 lat nie zapomną nigdy. – To były dwie trumny, jedne z pierwszych grobów na chwałęcickim cmentarzu – mówi ze łzami w oczach pani Marta. Ich siostra Zyta skończyłaby w czerwcu 47 lat. Więcej o tej smutnej historii, którą "Nowiny" opisały przed laty, w następnym wydaniu naszego tygodnika.