Związkowcy w liście otwartym do ministra gospodarki zarzucają wam złe zarządzanie firmą, unikanie dialogu z załogą, preferowanie wiernych pracowników i przyczynienie się do zapaści w wydobyciu węgla koksowego.
Nie będę komentował nieprawdziwych i oszczerczych informacji. Powiem tylko, że najbardziej zabolał mnie zarzut dotyczący premiowania wiernych pracowników. To nieprawda. Odkąd zostałem szefem zarządu, w spółce istnieje tylko jedna ścieżka kariery zawodowej: kompetencyjna. Wcześniej rzeczywiście awansowano ludzi, którzy mieli dobre relacje ze związkami zawodowymi i politykami. To duży problem polskiego górnictwa, bo z tego powodu m.in. upadł autorytet kadry zarządzającej. Obecny zarząd premiuje pracowników przede wszystkim za ich kompetencję.
A jaka jest kondycja ekonomiczna spółki? W ubiegłym roku było 340 mln zł strat.
Od stycznia do maja wypracowaliśmy 345 mln zł zysku, choć prognozy na cały 2010 rok mówiły o zaledwie 10 mln zysku. Na ten dobry wynik złożyły się trzy elementy. W zeszłym roku wprowadziliśmy program antykryzysowy, znacznie wzrosła cena węgla koksowego na rynkach światowych, choć jest to czynnik niezależny od nas, poza tym mamy dość stabilny poziom wydobycia, choć mógłby być on lepszy. Są jednak pewne problemy związane m.in. z nieodpowiednim przygotowaniem frontu robót w niektórych kopalniach. Odpowiada za to cała załoga, łącznie z osobami zarządzającymi. Problemem jest również brak elastyczności w kontekście cięcia kosztów w przypadku kryzysu. Zbyt wolno też mobilizujemy się do efektywnych działań w czasie dobrej koniunktury. Musimy zmniejszyć tę bezwładność.
W jaki sposób?
Musimy szybciej przygotować front robót i prowadzić inwestycje, np. budowę szybu. Niestety napotykamy tu na opór ze strony samorządów, które zbyt długo zwlekają z udzielaniem zgody na powiększanie obszarów górniczych np. w gminie Pawłowice. W górnictwie bardzo ważny jest czas. Jeśli nie trafimy w koniunkturę na węgiel, to za kilka lat może być za późno. Kopalnie będą musiały wygaszać działalność.
Górnicy obawiają się prywatyzacji spółki. Czy słusznie?
Najefektywniej zarządza się firmami prywatnymi. Przykładem jest Bogdanka, jedyna polska kopalnia notowana na giełdzie, na prywatyzacji której skorzystali wszyscy, w tym załoga. JSW miała wejść na giełdę już w 2005 roku, gdy był gotowy prospekt emisyjny. Niestety szansę zmarnowano, choć był to najlepszy czas dla takich przekształceń własnościowych. W tej chwili pracujemy nad strategią dla grupy kapitałowej, w skład której wchodzą zakłady górnicze, koksownicze i energetyczne. Odpowiemy w niej na pytanie, czy udźwigniemy ciężar niezbędnych inwestycji. Źródłem ich finansowania mogą być obligacje, kredyty, ale i giełda. Debiut Bogdanki okazał się dużym sukcesem. Nikt na tym nie stracił, więc skąd takie obawy u nas?
Czyli JSW ma przyszłość?
To bardzo dobra firma z unikatowym produktem w tej części Europy. Naszej pracy towarzyszą jednak duże zagrożenia: trudne warunki geologiczne w kopalniach, bardzo mocna pozycja liderów związkowych i spadająca wydajność pracowników. Chcemy sprzedawać nie tylko węgiel, ale i koks, i zarabiać. Zamierzamy również produkować energię elektryczną z odpadów, a więc gazu koksowniczego i metanu. Dlatego budujemy silny sektor energetyczny, a także zaplecze remontowe, informatyczne i usługowe. Uważamy, że dzięki takiej strukturze JSW obroni się przed kryzysami i zapewni ludziom miejsca pracy na wiele lat.