- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nowiny - Tygodnik Regionalny
Wydruk pochodzi z adresu: http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,17831,festiwal-wracku-za-nami.html
Wszelkie prawa zastrzeżone © 1956 - 2010r.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
 |
| Niemiecki zespół Das Ich szokował wizerunkiem scenicznym |
| Adrian Karpeta |
Można narzekać tylko na słabą frekwencję.
Miasto:
Racibórz,
Wydanie: 2010/26 (2762)Dział:
Czas wolny30-06-2010
Pierwsza edycja festiwalu wRacku przeszła do historii. Impreza trwała dwa dni – w piątek koncerty odbywały się w klubach, w sobotę – na dwóch scenach zlokalizowanych na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji.
Do Raciborza przyjechali w sobotę ludzie z całego Śląska, przede wszystkim po to, by zobaczyć legendę ze Słowenii - zespół Laibach. Grupa nie zawiodła swoich fanów. Przygotowała dokładnie taki show, na jaki czekali jej wielbiciele – z muzyką świetnie współgrały wyświetlane na scenie filmy.
Duży aplauz wywołał niemiecki zespół Das Ich, przede wszystkim z powodu scenicznego wizerunku. Zakrwawiony rzeźnik, ksiądz z włosami uformowanymi w dwa potężne rogi - Niemcy nie wyglądali normalnie. I nikomu nie przeszkodziło to, że w czasie ich występu doszło do awarii nagłośnienia i koncert na chwilę został przerwany.
 |
| Węgrzy z Yellow Spots swingowali w starym stylu, mieli też osobliwe rekwizyty |
| Adrian Karpeta |
W klimat lat 80. przeniósł nas polski duet 1984. Chociaż utwory w stylu "Tu nie będzie rewolucji" trochę już trąciły myszką, to wśród urodzonych w latach 70. wywołały miłe wspomnienia. Ciekawie było też na małej scenie - znakomicie wypadł węgierski zespół Yellow Spots, swingujący w starym stylu.
Nie zachwyciła frekwencja - tłoczniej zrobiło się tylko na Laibachu. A i tak chyba nie było więcej niż 1000 osób. Oby tylko nie zniechęciło to organizatorów w rozważaniach nad drugą edycją imprezy...
Program ułożono dobrze – było naprawdę różnorodnie i ciekawie. Charakterem impreza trochę przypominała słynne Kolory Ostrawy, które odbywają się u południowych sąsiadów w połowie lipca.
 |
| To dla Laibacha do Raciborza przyjechali fani z całej Polski |
| Adrian Karpeta |
Może warto pomyśleć o współpracy? Może raciborski festiwal mógłby być – przynajmniej na początku rozbiegiem dla Colours of Ostrava?
Sprawdził się teren festiwalowy – OSiR bez problemu zmieścił dwie sceny, odległość między nimi była niewielka, więc bez większej zadyszki można było przejść z jednego koncertu na drugi. Występy nie nakładały się, co jest zmorą większych festiwali. Miejmy nadzieję, że festiwal odbędzie się znów za rok. A jeśli się rozrośnie, czego życzymy, trzeba pomyśleć o choćby jednym festiwalowym pociągu. Żeby uczestnicy imprezy spoza miasta mogli wydostać się z Raciborza.
Autor: Adrian Karpeta