W Dzień św. Mikołaja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim prezydenta RP Aleksander Kwaśniewski spotkał się z Fundacją Rodzin Górniczych oraz żonami i dziećmi górników, którzy zginęli w kopalniach. Wśród zaproszonych osieroconych rodzin górniczych były też rodziny z naszego regionu.
Prezydent podkreślił, że kiedy pięć lat temu była tworzona fundacja, nikt nie miał wątpliwości, że jest ona potrzebna. Dodał, że wraz ze swoją małżonką Jolantą nadal będzie wspierał jej działalność, i wyraził nadzieję, że będzie to robić wiele osób. - To jest nasz wielki moralny obowiązek i dług, który musimy spłacić regionowi, który tak wiele zrobił dla Polski - powiedział. Fundację Rodzin Górniczych wspierają jednak przede wszystkim spółki węglowe, kopalnie oraz osoby prywatne. W ciągu pięcioletniej działalności fundacja pomogła około 3 tys. osób. Na ufundowane stypendia, wczasy i obozy wydała ponad 2 mln złotych. Fundacja kładzie główny nacisk na wykształcenie osieroconych dzieci. W tej chwili jej stypendia otrzymuje 99 dzieci górników, którzy zginęli w kopalni. Na wczasach było prawie 400 sierot i wdów. Jak podkreślił prezes fundacji Kazimierz Służewski, dla wielu z nich były to pierwsze wczasy w życiu: - Ponad 80 proc. naszych podopiecznych może liczyć tylko na naszą pomoc. Kopalnie, w których pracowali mężowie i dzieci górników, już dawno nie istnieją. Sporo sierot górniczych wyjechało za granicę dzięki fundacji Porozumienie bez Barier Jolanty Kwaśniewskiej. W ramach akcji „Otwórzmy dzieciom świat” wakacje za granicą - przede wszystkim w Turcji, na Malcie, w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych - spędziło ponad 3 tys. dzieci z całego kraju. - Ponad 300 z nich to sieroty ze Śląska - ujawnił Kazimierz Służewski. Dodał, że dzieci do dziś wspominają lot prezydenckim samolotem. Za wsparcie fundacji, za udzieloną dzieciom pomoc dziękował także prezydentowi pomysłodawca Fundacji Rodzin Górniczych i jeden z jej założycieli senator Jerzy Markowski. Jego marzeniem byłoby, gdyby potrzebujących pomocy tej fundacji już więcej nie przybywało. Myślę, że to marzenie podzielić może każdy z nas. Najlepiej, gdyby dałoby się całkowicie wyeliminować śmiertelne wypadki w górnictwie. Jednak jak dowodzi życie - raczej jest to niemożliwe. W zawód górnika wpisane jest ryzyko utraty zdrowia, a nawet życia, a jego najbliższa rodzina zawsze musi liczyć się z tym, że mąż i ojciec z szychty może już nie wrócić.