Na terenach popowodziowych pojawiły się roje komarów, które w dodatku rozmnażają się na potęgę. Sprzyjają im duża wilgotność powietrza i wysokie trawy. W Kuźni Raciborskiej ludzie tracą już cierpliwość i siły. – Komarów jest mnóstwo i są wyjątkowo wielkie! Chyba nas zjedzą! Tną bez litości. Mieszkańcy skarżą się i pytają, czy coś z tym robimy – powiedziała nam burmistrz Rita Serafin.
Problem jest na tyle poważny, że zajął się nim wojewoda. Są plany opryskiwania z samolotów terenów, przez które przeszła woda. W minionym tygodniu odbyło się w tej sprawie spotkanie z udziałem m.in. lekarzy weterynarii, leśników, ekologów. – Na razie nie ma jeszcze decyzji co do środka, którego można by użyć, ponieważ ten, który zwalcza komary, szkodzi również innym organizmom żywym, nie jest też obojętny dla człowieka. Rozważa się możliwość zastosowania preparatu przeciwko larwom komarów, ale nie jest on jeszcze zarejestrowany na polskim rynku – powiedziała nam Beata Kempa, rzecznik prasowa Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach.
Tymczasem do urzędu miasta w Kuźni Raciborskiej napływa coraz więcej skarg na komary. – Zastanawiamy się, jak sobie z tym poradzić. Po powodzi mieszkańcy intensywnie pracują w domach, obejściach i polach, ratują uprawy, bielą obory, garaże, sprzątają. A tu mają na głowie jeszcze jeden problem. Obawiają się chorób i reakcji alergicznych po ukąszeniach – niepokoi się pani burmistrz. Beata Kempa uspokaja, że w naszym klimacie komary nie przenoszą chorób zakaźnych. – Ukłucie jest nieprzyjemne i należy się przed nim chronić, zasłaniając ciało, stosować dostępne preparaty, łagodzić swędzenie, przemywając np. wodą z octem. Przede wszystkim jednak należy zabezpieczać przed komarami nasze domy i gospodarstwa, stosując siatki do okien, moskitiery, a także tak zwane fumigatory – zaleca rzeczniczka wojewódzkiej stacji sanepidu. W tym tygodniu mają być znane szczegóły akcji przeciwko komarom. Warunkiem jest poprawa pogody.