Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2213°C
197°C
Mieszkania, domy i samochody, które stały w wodzie, można kupić znacznie taniej. Pytanie, czy warto. Pierwsza fala sprzedaży zalanych domów, mieszkań, samochodów nastąpiła w 1997 roku, po wielkiej katastrofie, nazwanej powodzią stulecia. Wcześniej trafiały do nas jedynie zalane samochody z różnych części Europy. Prowizorycznie wysuszone i uprzątnięte stanowiły cenowe okazje. W 1997 roku rozpoczął się olbrzymi rynek popowodziowy również w naszym kraju. Pracownicy mysłowickiej giełdy samochodowej, największej na południu Polski, pamiętają do dziś zlecenie, jakie otrzymali od jednej z firm ubezpieczeniowych, która wypłaciła właścicielom odszkodowania i przejęła zalane auta. Chodziło o sprzedaż 270 pojazdów, których ceny były symboliczne, a nabywcy wiedzieli, co kupują.
Pojazdy mogły służyć na części, jednak niektóre kupili pośrednicy. Można więc przypuszczać, że trafiły do komisów samochodowych, a nawet wyjechały na drogi. – Musimy uważać na superokazje cenowe oraz na samochody, które posiadają ślady wilgoci albo wręcz przeciwnie: są sterylnie czyste lub szwankuje w nich układ elektryczny. To powinno wzbudzać nasze podejrzenia – mówi Zbigniew Paliński, mechanik samochodowy z Rybnika. Czasem jednak trudno zachować zdrowy rozsądek, kiedy wymarzony model auta jest tańszy o kilkadziesiąt procent. Podobnie jest w przypadku domów czy mieszkań, aczkolwiek tu stwierdzenie, czy budynek był uszkodzony przez wodę, jest trochę prostsze.
Wystarczy bowiem sprawdzić, czy dana miejscowość była zalana, porozmawiać z sąsiadami, urzędnikami, sołtysem czy szefem rady dzielnicy. Co ciekawe, niektórzy świadomie kupują popowodziowe domy. Remontują je i mieszkają w nich. – Szukaliśmy z żoną spokojnego miejsca do życia na emeryturze. Kupiliśmy dom w miejscowości Turze w gminie Kuźnia Raciborska. Doskonale wiedzieliśmy, że dom był zalany w czasie wielkiej powodzi. Na budynku była nawet tabliczka, która pokazywała poziom wody z 1997 roku – mówi Tadeusz Kowalewski z Jastrzębia. Niestety, nie znalazł z żoną spokoju, ponieważ kilka tygodni temu woda znów wdarła się do Turza. Zalała całe obejście nowego domu Kowalewskich.
Małżonkowie bronili budynku, obkładając go workami z piaskiem. – Zapewniano nas, że w 1997 roku była powódź stulecia, a następna, jeśli oczywiście w ogóle do niej dojdzie, będzie za sto lat. Niestety, te przewidywania nie sprawdziły się – ubolewali Kowalewscy. Domy po powodzi znajdowały nowych właścicieli także w Olzie w gminie Gorzyce. – Kupowali je przede wszystkim ci, którzy zostali wysiedleni z powodu budowy polderu Buków, a więc ludzie z Bukowa czy Kamienia. Niektóre z tych budynków były jeszcze uszkodzone, inne już wyremontowane. Ci, którzy je sprzedali, wyprowadzili się albo do rodziny, albo kupili mieszkania gdzieś w mieście – mówi Józef Kopystyński, sołtys Olzy.
Beata Brzezina, agent nieruchomości z Rybnika, przyznaje, że zalanie piwnice, uszkodzenie przez ulewne deszcze dachów powodują dość znaczne obniżenie wartości sprzedawanych domów. – Poza tym jest o wiele trudniej jest sprzedać taki budynek. Potencjalni nabywcy często nie chcą uwierzyć, że uszkodzenia były następstwem ulew. Podejrzewają, że dom ma np. jakieś wady konstrukcyjne – mówi Beata Brzezina. Przyznaje jednak, że nie spotkała się z przypadkiem próby oferowania do sprzedaży na rynku wtórnym domu, który przez jakiś stał w wodzie. Specjaliści mówią, że podtopiony dom można osuszyć, potrzebna jest jednak pomoc fachowców, którzy ocenią zniszczenia, a potem zaproponują właściwą metodę przywrócenia do stanu używalności.
Czytaj też: Czyste, czyli podejrzane