Niedawno Solidarność przeprowadziła akcję rozdawania ulotek przed niektórymi supermarketami sieci handlowej Kaufland.
Kartki informujące o trudnej sytuacji pracowników sklepów wręczano klientom. W ten sposób związkowcy rozpoczęli nagłaśnianie problemów załogi Kauflandu. Solidarność działa w tej sieci od 10 maja. Tuż po jej założeniu działacze przekazali pracodawcy petycję ze swoimi postulatami. Domagają się m.in. podwyżki wynagrodzeń, wpływu na podział pieniędzy z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych, poprawy warunków bezpieczeństwa i higieny pracy oraz zawierania z pracownikami umów o pracę na czas nieokreślony. – W Kauflandzie zarabia się ok. 1200 zł netto. Są niskie odpisy na fundusz socjalny, dodatkowo pracownicy nie mają wpływu na ich wykorzystanie. Wiele do zrobienia jest też w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy – mówi Mariusz Skrzypek, koordynator tworzenia organizacji związkowej w tej sieci handlowej.
Jak dodaje, kasjerki mają niewygodne krzesła, przez co praktycznie stoją przy kasach. Drabiny natomiast są pozbawione antypoślizgowych zabezpieczeń, więc nieraz ktoś spadnie. Związkowcy oczekują również zmiany praktyki zawierania umów o pracę. – W Kauflandzie normą są nawet kilkuletnie umowy na czas określony. Utrudnia to życiem pracownikom, bo np. mają problemy z wzięciem kredytu – zaznacza Skrzypek. Kierownictwo sieci zaproponowało związkowcom spotkanie w sprawie postulatów, które odbędzie w drugiej połowie czerwca. Zdaniem związkowców, to zbyt późno, bo liczyli na spotkanie w pierwszych dniach miesiąca. Stąd niedługo odbędą się kolejne akcje protestacyjne.
Grupa Kaufland należy do dziesięciu największych przedsiębiorstw handlowych w Europie, prowadzących 850 sklepów wielkopowierzchniowych w Niemczech, Polsce, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Czechach i na Słowacji, które zatrudniają łącznie 115 tys. osób. Pierwszy market tej marki otworzył podwoje w 1984 roku. W Polsce sieć rozpoczęła działalność dziewięć lat temu. Dziś ma ponad 130 sklepów.