Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

Ogrodnicy i sadownicy jeszcze nie wiedzą dokładnie, jakie straty przyniesie zimny i ulewny maj, ale już teraz z niepokojem patrzą na swoje uprawy. Przewidują, że przy tej pogodzie zbiory będą znacznie mniejsze. Trudno jednak dzisiaj je oszacować.
Janina Klimek z mikołowskiego oddziału Śląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego ostrzega, że za wcześnie na takie wnioski. – To przedwczesne wróżenie. Faktem jest, że podtopienia powodują uduszenie się roślin. Deszcze, który przyszły w okresie kwitnienia jabłoni, a potem rzepaku, uniemożliwiają też owadom zapylenie. Mogą zgnić kwiaty, a nawet zawiązane już owoce. Grzyby będą szalały, a na opryski jest za mokro – mówi Janina Klimek. Podkreśla jednak, że do prawidłowego plonowania wystarczy 5-11 proc. zapylonych kwiatów. Zaś decydującym dla ogrodników momentem jest tak zwany opad świętojański, kiedy drzewa zrzucają zawiązki owoców. O zbiorach nie chcą się też wypowiadać zbyt wiele sadownicy i ogrodnicy. Plantatorzy truskawek czy malin przypuszczają, że owoców będzie mało. Tak zwane owoce miękkie – do jakich należą, są ogromnie wrażliwe na deszczową i zimną aurę.
Czytaj też:
Grozi nam klęska nieurodzaju
Uśpione ule
Modlitwy o plony