Pierwszy w historii rybnickiego żużla mecz ligowy na Węgrzech skończył się spodziewaną porażką. RKM ROW przegrał w niedzielę w Miszkolcu z beniaminkiem I ligi 39:50.
Kiedyś taką informację skwitowano by uśmiechem i postukano palcem w czoło. Dziś to rzeczywistość polskiej ligi, w której występują też zespoły z Łotwy i Węgier. To właśnie w Miszkolcu walczyli w niedzielę o punkty rybniczanie, dla których był to pierwszy w sezonie mecz wyjazdowy. W czwartek z powodu opadów deszczu odwołano zaległy mecz „rekinów” w Gnieźnie (przełożony na 4 lipca).
W klubie ostatnio sporo się działo. Bolesną przegraną z Grudziądzem przeanalizował zarząd i zdecydował o odsunięciu od składu Fina Kylmaekorpiego. Po upadku jednego z młodzieżowców RKM-u nie chciał on startować w kolejnych wyścigach, a potem wdał się w awanturę z prezesem Michałem Pawlaszczykiem. Zarząd wydał też oświadczenie, w którym przeprosił kibiców za przegrany mecz i zapewnił, że w kolejnych meczach drużyna będzie ambitnie walczyć o zwycięstwa. – Nasz cel się nie zmienił, nadal walczymy o pierwszą czwórkę – zapewniał w środę przed tygodniem Michał Stencel, rzecznik prasowy i członek zarządu klub, który następnego dnia decyzją zarządu przestał być rzecznikiem RKM-u. Włodarze rybnickiego klubu zastanawiają się nad zakontraktowaniem kolejnego zawodnika, ale do najbliższego meczu raczej nic się nie zmieni.
Mecz w Miszkolcu rozpoczął się bardzo obiecująco dla RKM-u po dwóch remisowych wyścigach w trzecim małe zwycięstwo odniosła rybnicka para Nermark – Węgrzyk. Gospodarze odrobili straty w wyścigu piątym. W szóstym ich para Tabaka – Nicholls wygrała podwójnie z Klindtem i Nermarkiem. Po tym zwycięstwie Węgrzy objęli prowadzenie, którego już nie oddali. Rybniczanie wygrali indywidualnie 8 z 15 wyścigów, a startujący siedmiokrotnie Daniel Nermark był najlepszym zawodnikiem meczu, ale do wywalczenia choćby remisu to nie wystarczyło. Słabo pojechał Nicolai Klindt, a Mariusz Węgrzyk w swoim pierwszym meczu ligowym jeździł w kratkę. W drugim biegu doświadczony już młodzieżowiec Pyszny prowadził, ale popełnił błąd i stanął praktycznie w miejscu. Uderzył w niego jego partner Kamil Fleger i Pyszny na torze już się nie pokazał. Zawodnicy RKM-u generalnie wygrywali starty, ale tracili pozycje na dystansie.
– Posypał nam się skład i to podstawowy problem. Bardzo dobrze radził sobie poobijany Karpow, ale po faulach Alesa Drymla i jednego z Węgrów zaliczył kolejne dwa upadki. Bardzo liczyłem na punkty Sławomira Pysznego, który dzień wcześniej w Słowenii pewnie wywalczył awans do półfinału mistrzostw świata juniorów. Niestety po jego kraksie w pierwszym starcie drużyna została bez rezerwowego, a ja bez pola manewru – mówi Dariusz Momot, menedżer zespołu.
W najbliższą niedzielę, 16 maja, o 17 na rybnickim stadionie RKM ROW zmierzy się z silną ekipą Marmy Rzeszów, która w niedzielę 57:33 pokonała na swoim torze łotewski Daugavpils. W meczu wystąpi już prawdopodobnie Ronnie Jamroży oraz Fin Kylmaekorpi. – Staniemy na głowie, żeby wygrać ten mecz choćby jednym punktem – zapowiada Dariusz Momot.
SPEEDWAY Miszkolc – RKM ROW Rybnik 50:39
RKM: Klindt 4 (d,d,1,1,2,0), Nermark 16 (3,3,2,0,2,3,3), Jamroży – ZZ, Węgrzyk 9+1 (1,0,3,0,2,3,0), Karpow 7 (3,2,0,2), K. Fleger 3 (3,d,0,w,d), Pyszny 0 (W)