Coraz częściej sklepy zachęcają klientów do zakupu swoich artykułów, proponując kredyt zeroprocentowy. Zero procent nie oznacza jednak zero kosztów. Z taką ofertą zwykle spotykamy się w sklepach ze sprzętem AGD i RTV, a ostatnio również w autosalonach. I często dopiero, gdy otrzymujemy harmonogram spłat pożyczonej kwoty, uświadamiamy sobie, że zero procent nie zawsze oznacza zero kosztów.
Diabeł tkwi bowiem w szczegółach, czyli w tzw. opłatach dodatkowych, które wpływają na wysokość rat. Mogą to być różnego rodzaju opłaty przygotowawcze i administracyjne, prowizje czy ubezpieczenie kredytu. Czasem wbrew własnej woli, przy zakupie ratalnym na zero procent możemy stać się „szczęśliwym” właścicielem karty kredytowej, za którą bank pobierze stosowną opłatę. Bywa i tak, że kredyt jest nieoprocentowany tylko w pierwszym roku spłacania go, a w drugim i kolejnych latach uiścimy wysokie odsetki.
Co zrobić, gdy po zawarciu umowy kredytowej stwierdzimy, że jej warunki są inne niż te przedstawione w reklamie lub wynikające z ustnych zapewnień sprzedawcy?
– Od umowy przyznającej nam kredyt konsumencki możemy odstąpić w terminie 10 dni od daty podpisania dokumentu. W tym celu należy właściwie wypełnić oświadczenie załączone do umowy i przesłać najlepiej listem poleconym na adres banku. Chodzi o to, by mieć potwierdzenie, że wysłaliśmy rezygnację – wyjaśnia Dariusz Kalemba, rzecznik praw konsumentów, urzędujący w wodzisławskim starostwie.
Po odstąpieniu od umowy kredytu powstaje jednak problem z umową sprzedaży artykułu – stroną jest tu bowiem sklep. Jeśli zasady udzielania kredytu konsumenckiego reguluje umowa pomiędzy sprzedawcą a bankiem, wówczas ulega ona rozwiązaniu na warunkach określonych w rzeczonym dokumencie.
– Gorzej, gdy między bankiem a sprzedawcą nie ma takiej umowy. Wówczas musimy uiścić całą cenę za towar, który chcieliśmy kupić na raty. Możemy też spróbować porozumieć się ze sprzedawcą, by ten przyjął rzecz z powrotem. Zależy to jednak wyłącznie od jego dobrej woli – przestrzega Dariusz Kalemba.
Bądź nieufny Przy zawieraniu umów kupna-sprzedaży zawsze kierujmy się zasadą ograniczonego zaufania. Nie polegajmy na ustnych zapewnieniach ekspedienta, bo nie są one wiążące dla stron. W dodatku klient będzie miał trudności z udowodnieniem pewnych faktów. Nawet gdyby sobie nagrał rozmowę na dyktafon (bez zgody rozmówcy sposób co najmniej kontrowersyjny), ale jeśli sygnował umowę, a w regulaminie widnieje zapis o dodatkowych kosztach kredytu, niewiele zyska. Pozostaje dochodzenie swoich praw przed sądem, można wówczas próbować udowodnić, że umowa jest obarczona wadą oświadczenia woli.
Ostatnie komentarze
Terrestre Peregrino2010-02-14 11:33:47 Optymistom ku przestrodze. Kto w kupieckie superwizje
Ufności nabiera,
Tego głowa ma pojemność,
Totalnego zera.
Bez pieniędzy, optymisto,
Naród się nie podli,
Pies nie szczeka, kur nie pieje,
I Ksiądz się nie modli.
Chcąc więc życiu werwy nadać,
I ją kultywować,
Trzeba, albo karmy zadać,
Bądź groszem smarować.