- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nowiny - Tygodnik Regionalny
Wydruk pochodzi z adresu: http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,16370,wiersze-z-trafna-puenta.html
Wszelkie prawa zastrzeżone © 1956 - 2010r.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
 |
| Piotr Franke przy swoim komputerze i maszynie do pisania |
| Dominik Gajda |
Miasto:
Rybnik,
Wydanie: 2010/05 (2741)Dział:
Z regionu03-02-2010
Nasz Terrestre Peregrino to emerytowany sztygar górniczy Piotr Franke! 61-letni Piotr Franke systematycznie komentuje na stronie internetowej „Nowin” teksty dziennikarzy. Pisze wierszem, zawsze zakończonym trafną puentą. Pierwszy wiersz ułożył ze 30 lat temu, poświęcając go... kamieniowi, który zwrócił jego uwagę na dole kopalni. Nieco później trafnie zauważył: „I ten, co chodzi w łachach, i ten, co chodzi w futrze, to musi dzisiaj znać się, w pisaniu na kompiutrze”. – Nie korzystałem z komputera, dopóki nie kupiłem go córce. Ona trzymała wszystko na twardym dysku, a ja na karteluszkach – opowiada. Wkrótce opanował internet i zaczął zamieszczać komentarze w sieci. Pierwsze opinie poświęcił Justynie Kowalczyk i prof. Leszkowi Balcerowiczowi.
Skąd wziął się jego pseudonim? Chciał, by było oryginalnie. Szukał odpowiednich słów. Nie znalazł ich w języku angielskim, niemieckim, rosyjskim ani czeskim. – Właściwy okazał się dopiero hiszpański. Terrestre Peregrino to po prostu ziemski pielgrzym – tłumaczy. Komentuje teksty w internecie zawsze wtedy, gdy jakiś temat go poruszy. Wiersze wpisuje ręcznie do brudnopisu. Część przepisuje na wysłużonej maszynie. Zebrało się już ich tyle, że myśli o wydaniu tomiku. Mama bardzo chciała, żeby został sztygarem. Niestety, już w pierwszej klasie technikum górniczego usłyszał od okulisty, że z takimi oczami na dole oślepnie, więc nie może pracować w kopalni. Zrezygnował i ukończył technikum ekonomiczne.
Pracował jako introligator w bibliotece, referent administracyjny i ekonomiczny, księgowy, magazynier oraz zaopatrzeniowiec. Gdy był już żonaty (jego żona Krystyna jest sanitariuszką w szpitalu), zapisał się do dwuletniego pomaturalnego technikum górniczego, bo okazało się, że z jego oczami wcale nie jest tak źle. – Na dole nabrałem hartu ducha – stwierdza. Pracował w kopalni 30-lecia PRL (dziś Pniówek), a potem Warszowice. Zgromadził mnóstwo książek. Nie ma już gdzie ich składać. – Zrobię tak jak prof. Kotarbiński. Gdy przeczytam, sprzedam w antykwariacie lub ofiaruję komuś – zapowiada. Należy do Uniwersytetu Trzeciego Wieku, gdzie ukończył m.in. kurs języka angielskiego.
Autor: Ireneusz Stajer