Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-8-13°C
-10-14°C
Koszykarki Uteksu ROW-u Rybnik po pięciu kolejnych porażkach wygrały przed własną publicznością drugi mecz w sezonie. W piątek pokonały w Pawłowicach MUKS Poznań 55:51. Był to pojedynek dwóch drużyn, które wcześniej zdołały wygrać w lidze tylko jedno spotkanie, więc można się było spodziewać, że będzie to mecz pod napięciem. Innego rodzaju napięcia zabrakło jednak w samej hali i z powodu awarii oświetlenia mecz rozpoczął się z poślizgiem.
Rybniczanki rozpoczęły go w kiepskim stylu i schodząc na przerwę, przegrywały 26:34. W samej końcówce drugiej kwarty podopieczne trenera Orczyka straciła 4 pkt w kilka ledwie sekund; wyprowadzając piłkę spod swojego kosza, dały ją sobie odebrać i piłka znów wylądowała w ich koszu.
Po przerwie obraz gry nie uległ wielkiej poprawie, tyle że rybniczanki poprawiły grę w obronie, dobrze zbierały piłki pod koszami i wreszcie zaczęły celniej rzucać. Do wyrównania doprowadziły na siedem minut przed końcem meczu. Rywalki walczyły jednak zawzięcie i na dwie minuty przed końcem meczu znów był remis. Nerwową końcówkę na swoją korzyść rozstrzygnęły podopieczne trenera Orczyka. Celnie trafiła za 3 pkt Katarzyna Krężel, a gdy na sekundy przed końcową syreną dwa rzuty wolne pewnie wykonała Monika Sibora, wiadomo już było, że mecz wygrają rybniczanki. Po końcowej syrenie koszykarki Uteksu ROW-u wpadły sobie w ramiona.
– Bardzo cieszy nas to zwycięstwo. Dźwignęłyśmy się wreszcie z miejsca, w którym tkwiłyśmy od kilku tygodni. Na parkiecie, zwłaszcza w drugiej połowie, robiłyśmy, co tylko się dało. Zespół MUKS-u to drużyna nieobliczalna i bardzo waleczna – mówiła Katarzyna Krężel, której trzy „trójki” zdecydowały o zwycięstwie rybnickiego zespołu.
Niepocieszona była za to Aleksandra Semmler: – Jesteśmy zespołem bardzo młodym i dlatego przegrałyśmy ten mecz. Szkoda, bo na parkiecie zostawiłyśmy dużo serca.
Najskuteczniejszą zawodniczką Uteksu ROW-u Rybnik znów była rosła Devanei Hampton. Ani jednego punktu nie zdobyła natomiast w piątkowym meczu Nikita Bell, która wciąż jest cieniem zawodniczki, którą kibice i trener pamiętają sprzed dwóch sezonów.
UTEX ROW Rybnik – MUKS Poznań 55:51 (11:14, 15:20, 12:8, 17:9)
ROW: Devanei Hampton 18, Katarzyna Krężel 15, Monika Sibora 13, Whitney Boddie 5, Martyna Koc 2, Agnieszka Jaroszewicz 2, Nikita Bell 0, Małgorzata Chomicka 0, Katarzyna Suknarowska 0.
MUKS: Esmery Vargas-Sanchez 17, Jennifer Rushing 13, Aleksandra Semmler 10, Denis Wilhelmina Wilson 9, Paulina Antczak 2, Magdalena Idziorek 0, Magdalena Ziętara 0, Dorota Mistygacz 0, Ramona Casimiro 0.
Zdaniem trenerów
Iwona Jabłońska:
– Jestem bardzo rozczarowana moim zespołem. Do przerwy moje zawodniczki grały jeszcze całkiem dobrze, ale po przerwie nie wykonały zadań taktycznych i dlatego przegraliśmy mecz. Mecz na pewno mógł się podobać, bo gra była przecież wyrównana. Po przerwie rybniczanki grały już całkiem dobrze, a my popełniliśmy sporo błędów w obronie. To przez nie rywalki celnie rzucały za trzy punkty z narożników boiska. Kasia Krężel i Monika Sibora to zawodniczki dobrze rzucające. Gdy w pierwszej połowie były dobrze kryte, mecz układał się po naszej myśli. Po przerwie nie nadążałyśmy za nimi i to dzięki ich punktom rybniczanki odrobiły straty i wygrały. Szkoda mi tego meczu, ale przed nami jeszcze jeden pojedynek, który rozegramy już na naszym boisku w Poznaniu, a wtedy postaramy się wziąć rewanż za tę porażkę.
Mirosław Orczyk:
– W sporcie nie liczą się piękne porażki, a brzydkie zwycięstwa i takowe dzisiaj odnieśliśmy. Swojej drużynie dziękuję za to, że w drugiej połowie pokazała trochę możliwości, które w niej drzemią. Tak naprawdę w naszej grze nie było widać żadnej poprawy, wygraliśmy tylko mecz, który musieliśmy wygrać. Styl był żenujący, ale cieszę się z dwóch punktów. Nie zdradzę, co powiedziałem zawodniczkom w szatni, bo to nasza tajemnica, ale chyba nietrudno się domyślić. Wciąż wierzę, że naszą grę można jeszcze poprawić; praca czyni cuda. Niestety trudno trenować łyżwiarstwo figurowe z elementami koszykówki, a z tym mieliśmy do czynienia na ostatnich treningach. Parkiet jest tu zbyt śliski. Sprowadziliśmy różne środki, ale niewiele one pomogły i u zawodniczek pojawiły się oznaki choroby łyżwiarza figurowego – problemy z kolanami i biodrami oraz zapalenia piszczeli.
GUS ukrywa liczbę Ślązaków
Jak rodzić z uśmiechem?
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej
Uczelnia dla pielęgniarek