Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°C
Odrażający widok i smród odstraszały mieszkańców, którzy oczekiwali działań ze strony magistratu. Pani Irena do pracy dojeżdża autobusem. Pewnego razu była świadkiem jak dwóch funkcjonariuszy straży miejskiej zamiast pomóc bezdomnemu, który zataczał się koło przystanku z zakrwawioną twarzą, wyraźnie naigrawało się z całej sytuacji. Czytelniczka napisała do nas oburzona zarówno tym incydentem, jak i brakiem reakcji władz na pomieszkiwania mężczyzny w miejscu publicznym. – Smród, jaki panuje w miejscu, gdzie przebywa ten człowiek, jest nie do opisania. Podróżni muszą stać parę metrów od przystanku, bo nie da się wytrzymać. Ten mężczyzna potrzeby fizjologiczne załatwia na miejscu nawet nie wstając z ławki, czego sama byłam świadkiem. A jego ciągle poraniona twarz nieustannie krwawi – opowiada Czytelniczka.
Na odrażające widoki nieraz narażone były także dzieci, bo przystanek mieści się tuż przy głównej ulicy. A kiedy swego czasu pani Irena wracała z pracy i zobaczyła, jak dwóch strażników śmieje się z mężczyzny, pożałowała, że nikt nie nagrał tego incydentu telefonem komórkowym. – Rozumiem, że panowie się go brzydzą. Samo bliższe podejście jest torturą. Jednak wybrali taki, a nie inny zawód. Wcześniej przyjeżdżali tylko po to, by sprawdzić, czy żyje. Najczęściej wtedy, gdy leżał nieruchomo w nienaturalnej pozycji – podkreśla Czytelniczka. Krystyna Kryszewska, dyrektorka radlińskiego ośrodka pomocy społecznej, stwierdziła, że mężczyzna jest dobrze znany pracownikom socjalnym i niestety nie wykazuje zainteresowania zmianą swojej sytuacji.
– Nie przyjmuje naszej pomocy, a my nie możemy nikogo do niczego zmusić. Swego czasu umieściliśmy tego pana w mieszkaniu, do którego kierowaliśmy bezdomnych, ale nie zagrzał tam miejsca – tłumaczy dyrektorka. Jak dodaje, na początku września trafił do szpitala, być może po pobiciu, ale zaraz uciekł. – Tydzień po ucieczce na przystanku interweniowali pracownik socjalny i strażnicy. Ostatecznie skierowaliśmy tego pana do schroniska w Raciborzu, gdzie ma przebywać do końca tego roku. Ma tam zagwarantowane wyżywienie, nocleg i opiekę medyczną. W tym czasie sprawdzimy, czy będzie miał prawo powrotu do mieszkania, w którym przebywał, albo czy będzie można umieścić go w jakiejś placówce – wyjaśnia dyrektorka.
Andrzej Porębski, komendant straży miejskiej, też mówi, że funkcjonariusze nie są w stanie nikogo do niczego zmusić. Siedzenie na ławce nie jest zresztą zabronione, podobnie jak nocowanie poza domem. Wspomniany mężczyzna nie był bezdomny, tylko nie chciał przebywać w przydzielonym mu mieszkaniu. – Cierpi na chorobę alkoholową i często upijał się do nieprzytomności. Strażnicy nieraz i po 10 razy dziennie podejmowali interwencje w jego sprawie, ale on nie chciał naszej pomocy. W szpitalu po kolejnym incydencie odmówiono nam na piśmie jego przyjęcia, a do domu wracać nie miał zamiaru. Człowiek po jakimś czasie, po tylu interwencjach niestety przestaje już być wyczulony. Nie chcę jednak komentować osobistych wrażeń autorki listu – wyjaśnia komendant.
Jak dodaje, mężczyzna dobrze znany był także lokalnej społeczności. – Nazwano go nawet maskotką Marcela i nieraz kazano strażnikom zostawić w spokoju. Ludzie częstowali go papierosami, czasem dawali coś do zjedzenia. Niejednokrotnie podejmowaliśmy czynności prawne, ale niestety nic więcej nie możemy zrobić – podsumowuje komendant straży miejskiej.