Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°C
Na sobotniej Rawie Shakin' Dudi świętuje 25-lecie. Jak powstał ten projekt? To była moja fanaberia. Pseudonim Shakin' Dudi wziął się z mojej niechęci do Shakin'a Stevensa, bardzo popularnego w naszym kraju w latach 80. Śpiewał... dyskotekowego rock and rolla. Pomyślałem, że skoro on jest Shakin' Stevens, to ja będę Shakin' Dudi i będę opowiadał w mediach o tym jak nie lubię jego twórczości!
Atutem zespołu zawsze były celne, ostre teksty.
A będą jeszcze bardziej drażnić! Podpuszczę Darka Duszę, tekściarza, żeby walnął naprawdę ostro. Żyjemy w atmosferze akceptacji wszystkiego, totalnej tolerancji zarówno dla dobra, jak i zła. Nie chodzi o to, że będę piętnował zło, a wychwalał dobro. Spróbuję zawalczyć z pseudotolerancją, niezauważaniem czegoś złego, akceptacją prawie wszystkiego. Boję się, że wyrośnie nam społeczeństwo mdłe, któremu nie będzie się niczego chciało.
Czyli tworzycie nowe nagrania?
Na Rawie, na koniec naszego występu, zagramy jakiś znany utwór, może to będzie "Au sza lalala". Zagramy go tak ostro jak nigdy dotąd. Jeśli się sprawdzi, będziemy dalej pracowali. Ale obraz Shakin' Dudi nie będzie już taki ugłaskany. Chcę pokazać, że człowiek dochodzący do sześćdziesiątki może mieć jeszcze spojrzenie na sztukę, może się ciągle rozwijać i dużo od siebie wymagać, a nie odcinać kupony.
Shakin' Dudi to też lekko obciachowy wizerunek. Skąd się wziął?
Tak... wziąłem najlepsze buty mojego taty. Pochowałem go w nieco gorszych. Przepraszam cię, tato! Lata 80. były szare. Ale jednocześnie w hotelach spotykałem dyrektorów, którzy jeździli na delegacje. Byli tacy niby eleganccy, ubrani w czarne garnitury i białe koszule. O dwunastej w nocy widziałem ich w barach, pohaftowanych. Pomyślałem, że ubierzemy się w takie garnitury i na scenie będziemy robili to, co oni w delegacjach. Laliśmy się wodą co koncertach, w Jarocinie nawet ze szlaucha!
W twoim zespole gra Tomek Pala, który pochodzi stąd, z Kończyc Małych w gminie Zebrzydowice. Jak układa się współpraca?
Znamy się z dziesięć lat. Miałem zagrać w Sylwestra w telewizyjnej Dwójce, nie miałem pianisty. Tomek zagrał. Poradziłem mu, żeby sięgnął po nagrania Jerry Lee Lewisa, po boogie, muzykę czarnych i był fachowcem w tym kierunku. I dzisiaj Tomek jest najlepszym pianistą rock'n'rollowym w tym kraju. Mówiłem, że oprócz grania trzeba zrobić coś na scenie, bo ludzie przychodzą i chcą mieć show. Podpowiadałem mu "Skocz na fortepian, zagraj od tyłu". I on to wszystko realizuje.