Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°CSkazany na transport publiczny (samochód w warsztacie) wsiadłem kilka dni temu do pociągu relacji Rybnik – Katowice. Za Czerwionką zaczęła się kontrola biletów. Szła sprawnie do czasu, aż sympatyczna, młoda konduktorka nie poprosiła o bilet pana H. z Rybnika (nazwisko, jakby co, pamiętam). Okazało się, że pan H. (rocznik 1964) podróżuje ze zniżką studencką, chociaż prawo do tańszego biletu stracił jakieś dwie dekady temu, jeśli oczywiście w ogóle wtedy był studentem.
Konduktorka wyjaśniła, że musi dopłacić do normalnego biletu. Pan H. zgodził się, poczekał na wypisanie dopłaty, po czym oznajmił, że nie ma pieniędzy! Konduktorka poprosiła o pomoc starszą koleżankę. Wówczas pan H. powiedział, że zapłaci... kartą płatniczą. Tego było już za wiele dla ekipy PKP. Panie oświadczyły, że pan H. ma wysiąść na najbliższej stacji, on odparł, że nie wysiądzie. Panie wezwały policję. Na stacji do pociągu wsiedli dwaj policjanci. Chcieli spisać krnąbrnego pasażera, ale ten powiedział, że nie ma dokumentów. Nie chciał podać nazwiska przy konduktorkach (bo mi te złośliwe baby wypiszą karę), więc policjanci wyprosili panie konduktorki, oznajmiając, że mogą ściągnąć jego dane z komisariatu. Sprawdzali jego tożsamość przez krótkofalówkę.
Potem grzecznie pytali, dlaczego nie chce zapłacić. Mam pieniądze, ale na inny cel – usłyszeli. Pokiwali głowami ze zrozumieniem, podziękowali H. i wysiedli. Uśmiechnięty H. dojechał do Katowic. Dlaczego policja i konduktorzy na dzień dobry nie wysadzili go na pierwszej lepszej stacji?! Dlaczego z powodu jednego idioty pociąg miał spóźnienie? Czyżby mundurowi aż tak się bali, że H. napisze na nich skargę? Tylko dlaczego muszą cierpieć pasażerowie, którzy za bilet zapłacili pełną stawkę?!