Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-8-13°C
-10-14°C
Emeryci i renciści, bo o nich tu chodzi, dostaną rocznie od 800 do 1000 złotych więcej. W 2001 roku byli pracownicy PRG i PBSz. utracili prawo do deputatu węglowego bądź wypłaty ekwiwalentu, ponieważ wygasł układ zbiorowy pracy, gdzie zapisano te przywileje. Wprawdzie z czasem je odzyskali, ale chociaż składali do ZUS wnioski o wypłatę ekwiwalentu, to nie mogli go wyegzekwować, ponieważ, jak tłumaczył zakład, te pieniądze wliczono im do podstawy wymiaru emerytury lub renty. – Byliśmy zatrudnieni w PRG lub PBSz., ale pracowaliśmy pod ziemią tak samo jak górnicy w kopalniach. Im jednak deputat się należał, a nam nie. Nie rozumiemy powodu tworzenia takich podziałów – nie kryją żalu zainteresowani.
A problem wziął się stąd, że w 1994 roku ustawodawca umożliwił państwowym przedsiębiorstwom odstąpienie od układów zbiorowych. Skwapliwie skorzystały z tego PRG i PBSz. – To niesprawiedliwe – mówi Józef Rybka z Jastrzębia Szerokiej, który pracował w PBSz. W końcu w wodzisławskim biurze posła Adama Gawędy zjawiło się kilkudziesięciu emerytów. Parlamentarzysta trzykrotnie składał interpelacje w tej sprawie oraz interweniował w Ministerstwie Gospodarki. – Uważam, że złamano tu zasadę ochrony praw nabytych. Ci ludzie szli do pracy w przekonaniu, że odchodząc na emeryturę lub rentę, będą mieli deputat – mówi Adam Gawęda.
Ludzie, o których mowa, stracili uprawnienia, na jakie pracowali przez ćwierć wieku. Dzisiaj mają przeważnie ponad 70 lat, są schorowani. Kiedy w 2007 roku Sejm przyznał im prawo do ekwiwalentu, nabrali nadziei, że w końcu dostaną to, co im się należy. Niestety. – ZUS kazał składać wnioski o wypłatę, które rozpatrywano odmownie, a kto się z tym nie pogodził, to mógł iść do sądu – mówi Józef Rybka. Wiele osób zdecydowało się na proces, ale choć sąd orzekał na ich korzyść, to nikt nic nie wskórał, bo ZUS odwoływał się od wyroków. Większość zrezygnowała, inni znowu uderzyli do posłów, niektórzy nie dożyli finału sprawy. – Mam satysfakcję, że udało się załatwić problem po myśli tych ludzi. Szkoda tylko, że trwało to tak długo – mówi poseł Gawęda.
W sądach na lata utknęło kilkanaście tysięcy pozwów. Na skutek zabiegów posła Ministerstwo Gospodarki zleciło jednak, aby w przypadku zgłaszania się byłych pracowników PRG i PBSz. ZUS wydawał decyzję o przyznaniu ekwiwalentu i po prostu go wypłacał. Wśród szczęśliwców, którzy dostali już pieniądze, jest Edward Barciok z Gogołowej. Jak mówi, nie składał wniosku, ale grzeczną prośbę. – Napisaliśmy, że przez lata mąż pracował w kopalni, teraz mieszkamy obok kopalni, z okien domu patrzymy na hałdę i musimy kupować węgiel – dodaje żona pana Edwarda. Po dwóch tygodniach ZUS przysłał pismo z informacją, że przeleje pieniądze na konto.
Emeryt z Gogołowej dostał wypłatę za lata 2004-2005. Teraz złoży wniosek o ekwiwalent za kolejne lata. Tymczasem Adam Gawęda wystąpił do ministra gospodarki z zapytaniem, czy resort przewiduje rekompensaty za opóźnienia wypłat. – Za zwłokę tym ludziom należy się przecież odszkodowanie, ale na razie resort nie udzielił mi odpowiedzi – stwierdza poseł.
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka
Jak rodzić z uśmiechem?
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej
Uczelnia dla pielęgniarek
Kto ma pomysł na rybnicki żużel?
Wodzisław: Gorąca zupa od miasta!