Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-8-13°C
-10-14°C
Minister nauki i szkolnictwa wyższego cofnęła uczelni uprawnienia do prowadzenia studiów I i II stopnia na informatyce. W tym tygodniu okaże się, czy podobny los nie spotka studentów zarządzania i marketingu. To już nie tylko czarne chmury, ale prawdziwa burza nad uczelnią, która ma kilka wydziałów zamiejscowych w kraju. Przypomnijmy, wszystko zaczęło się w lipcu, kiedy wyszło na jaw, że uczelni grozi likwidacja. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznało, że AHE rażąco narusza prawo, prowadząc kształcenia poza swoją główną siedzibą w Łodzi. Jak informuje Bartosz Loba, rzecznik resortu, postępowanie wyjaśniające trwa nadal, a jego konsekwencją może być zamknięcie uczelni. Tymczasem jeszcze kilka tygodni, jak zapewniała Aleksandra Mysiakowska, rzecznik prasowa AHE w Łodzi, wszystko było na dobrej drodze, bo ministerstwo zaakceptowało program naprawczy.
Z początkiem września cofnęło jednak uczelni uprawnienia do prowadzenia studiów na informatyce. Decyzja ma klauzulę natychmiastowej wykonalności, a jest konsekwencją negatywnej oceny Państwowej Komisji Akredytacyjnej sprzed kilku miesięcy. – Uczelnia odwołała się od niej, ale prezydium PKA nie znalazło podstaw do jej zmiany – mówi Bartosz Loba. Na pytanie, co jest powodem negatywnej oceny, rzecznik odpowiada jedynie, że rażące naruszenie przepisów prawa. – Ta decyzja spadła na nas jak grom z jasnego nieba! Jesteśmy nią zaskoczeni.
Oczekiwaliśmy, że minister wyda decyzję zawieszającą, co pozwoliłoby na usunięcie uchybień, a studentom dokończyć naukę – mówi Aleksandra Mysiakowska.
Jak dodaje, władze uczelni dokładają starań, by studenci informatyki mogli uczyć się dalej gdzie indziej. Starań dokłada też ministerstwo, które zwróciło się do szkół publicznych i niepublicznych o przyjęcie studentów informatyki z AHE. – W najgorszej sytuacji są ci, którzy ukończyli studia, a w październiku mieli obronę pracy dyplomowej – dodaje Bartosz Loba. – Czujemy się raczej odrzuceni niż oszukani. Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku akademickiego nie wiemy, gdzie będziemy się uczyli – martwi się Dariusz Minakowski, student z Wodzisławia. – Wybrałem tę szkołę, bo jest na miejscu. Mam nadzieję, że dokończę tu studia. Inaczej zrezygnuję, bo nie stać mnie na dojazdy – mówi Adam Ratajczyk z Pszowa.
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka
Jak rodzić z uśmiechem?
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej
Uczelnia dla pielęgniarek
Kto ma pomysł na rybnicki żużel?
Wodzisław: Gorąca zupa od miasta!