Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°CNocą z 30 na 31 sierpnia czterej młodzi ludzie wtargnęli do domu emerytowanego górnika 80-letniego Gotfryda Schulza i jego żony Elżbiety. Weszli przez okienko w piwnicy. Wcześniej na ganku wykręcili lampę. Wprawdzie wokół rozszczekały się psy, jednak nie zwróciły one uwagi sąsiadów. Bandyci przyszli po pieniądze. Nie mogli ich znaleźć, więc zaczęli się znęcać nad małżonkami.
Kobietę, która spała na piętrze, związali, zakneblowali, by nie wzywała pomocy, i poduszką przyciskali jej twarz. Na parterze dopadli śpiącego gospodarza, który niedawno przeszedł ciężką chorobę i zawał serca. Związali go, a potem bili m.in. laską, która leżała obok. Byli tak brutalni, że się połamała. W końcu skatowany staruszek powiedział, że pieniądze są w szafie. Oprawcy znaleźli tam kasetkę, a w niej około 6 tys. zł. Zabrali je i uciekli. Około godz. 4 pani Elżbiecie udało się wyswobodzić i zaalarmować sąsiadów. Mąż leżał we krwi na podłodze. Z ust ciekła mu krew. Już nie żył.
Policja o napadzie poinformowała dopiero w środę, choć sprawców zatrzymano nazajutrz po zdarzeniu. Po przeprowadzeniu wizji lokalnej okazało się, że była to już druga wizyta bandytów w domu Schulzów. Za pierwszym razem włamali się tam tydzień przed napadem, w nocy z 26 na 27 sierpnia. Wtedy ukradli z szafy 1,5 tys. zł, które pani Elżbieta odłożyła na kupno lekarstw. Gdy zniknęły, początkowo podejrzewała nawet, że wziął je mąż. W Pilchowicach nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Małżonkowie byli bardzo lubiani. Ich oprawcy to również pilchowiczanie. Wszyscy są znani policji jako chuligani i rozrabiaki. Najmłodszy Grzegorz L., który niedawno skończył 15 lat, mieszka trzy domy od małżonków. Swoje ofiary zna też 19-letni Sebastian J. Mieszka 300 metrów od domu małżonków i widywał ich codziennie.