Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°CUnikatowy japoński ogród powstaje na terenie Arboretum Bramy Morawskiej w Raciborzu, który jest znany jako las Obora. W zeszłym tygodniu ruszyły roboty związane z wyrównaniem leśnej doliny, gdzie dawniej wydobywano piasek. Całość obsiana zostanie trawą, by w przyszłym roku można już tu było posadzić rośliny z Dalekiego Wschodu.
Urządzenie „Zaczarowanego ogrodu”, bo tak nazywa się projekt, kosztować ma około miliona zł! Połowę tej kwoty pochłoną zakup i nasadzenie roślin, m.in. magnolii, ozdobnych wiśni japońskich i klonów palmowych. – To będzie kwiat w środku lasu, a jego centralnym elementem będzie japoński symbol żywiołów Jing Jang. W każdym z pięciu płatków kwiatu będą inne rośliny z Dalekiego Wschodu – wyjaśnia Hubert Kretek, dyrektor arboretum. Całość otoczą żywopłot i dęby, które utworzą alejki spacerowe. Powstaną też elementy małej architektury, czyli drewniane pagoda i studnia oraz kamienny krąg.
– Pagoda i studnia nawiązywały będą do architektury Dalekiego Wschodu. Zaś kamienny krąg to odniesienie do słowiańskiej tradycji zbierania się na narady w kręgu – wyjaśnia dyrektor Kretek. Będzie też niewielki staw, który zapewni właściwą gospodarkę wodną. W tym roku gmina Racibórz przeznaczyła na budowę 150 tys. zł. Pieniądze pozwolą wyrównać teren, obsiać go trawą oraz urządzić staw i studnię. W przyszłym roku pojawią się pierwsze rośliny. – To największy koszt, ale będziemy zabiegali o dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Katowicach. Szanse mamy spore, bo takiego ogrodu nie ma w całej Polsce! – podkreśla Hubert Kretek.
Wszystko będzie gotowe najdalej na wiosnę 2011 roku, a stanie się częścią istniejącej już ścieżki dydaktycznej po Arboretum Bramy Morawskiej, nad którym pieczę sprawuje Polska Akademia Nauk. Wszystkie rośliny w ogrodzie będą opatrzone specjalnymi tablicami informacyjnymi, choć na pozostałym terenie arboretum nie przy każdym krzewie jest stosowna informacja. Trzeba więc być bacznym obserwatorem, by wypatrzyć te niezwykłe okazy. – Celowo ich nie oznakowaliśmy, żeby nie narażać ich na zniszczenie przez odwiedzających – tłumaczy Hubert Kretek.