Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°C
W same tylko weekendy stację wąskotorówki w Rudach odwiedza prawie pół tysiąca osób, bo też w skansenie jest co oglądać, przede wszystkim jednak można przejechać się ciuchcią, która kursuje do Paproci i Stanicy. Gminie Kuźnia Raciborska w końcu udało się uruchomić przejazdy. Teraz wraz z Pilchowicami snuje plany rozwoju kolejki, widząc w niej ogromny potencjał turystyczny.
Przypomnijmy, że z początkiem tego roku władze Kuźni Raciborskiej wzięły sprawy w swoje ręce, bo działającego na stacji w Rudach stowarzyszenia nie było stać na żadne inwestycje. W ciągu ostatnich dwóch lat gmina włożyła w kolejkę ponad 100 tys. zł. – Kupiliśmy kilka lokomotyw, wagoników, a także wyremontowaliśmy część taboru. Ale to kropla w morzu potrzeb, bo przydałyby się jeszcze remonty torowisk i budynków na stacji – stwierdza burmistrz Rita Serafin. Na inwestycje w rozwój stacji w Stanicy gotowa jest też gmina Pilchowice, która od 2001 roku stara się o przejęcie nieruchomości od PKP. Jak wyjaśnia wójt Wilhelm Krywalski, przeszkodą są nieuregulowane kwestie własnościowe.
– Co jakiś czas otrzymujemy decyzje wojewody śląskiego dotyczące przejęcia przez PKP kolejnych działek na trasie kolejki ze Stanicy w kierunku Rud i Nieborowic. Ale końca procesu komunalizacji na razie nie widać – ubolewa wójt. Przez jakiś czas widać jednak było niewielkie ożywienie w Stanicy, gdzie w 2004 roku przeniosło się wygnane z Rud Towarzystwo Miłośników Górnośląskiej Kolejki Wąskotorowej. Władze Kuźni Raciborskiej wypowiedziały mu umowę dzierżawy, bo bez ich zgody działacze zdemontowali część zabytkowego torowiska. Sprawa trafiła do sądu, ale jej końca nie widać. W marcu tego roku zapadł kolejny wyrok, na mocy którego prezes Janusz Gierucki ma zapłacić gminie 23 tys. zł odszkodowania. Gierucki jednak znowu odwołał się do wyższej instancji.
Towarzystwo działało w Stanicy do czerwca zeszłego roku. W porozumieniu, jakie podpisało z PKP i gminą, zobowiązało się do bieżącego utrzymania stacji, deklarowało też urządzenie skansenu w Nieborowicach. – Nie wywiązywało się jednak z obietnic, a mieszkańcy skarżyli się na zapuszczony teren. Musieliśmy zatem wypowiedzieć porozumienie. W tej sytuacji nieruchomość wróciła do PKP – wyjaśnia wójt Krywalski i zapewnia, że gmina nadal zainteresowana jest przejęciem wąskotorówki. – To wielka atrakcja nie tylko dla pasjonatów kolejnictwa. Wspólnie z Kuźnią Raciborską moglibyśmy uruchomić regularne przejazdy. Przy kolejowej linii mogłyby powstać ścieżki rowerowe. Pomysły na zagospodarowanie wąskotorówki, choć kosztowne, to są – deklaruje wójt Wilhelm Krywalski.
– To może być naprawdę nasza perełka turystyczna. Przejażdżka ciuchcia dostarcza niesamowitych emocji zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Przejazdy można wkomponować w istniejące już atrakcje w naszym regionie – uważa burmistrz Rita Serafin. Jarosław Łuszcz, naczelnik stacji w Rudach, informuje, że prowadzi rozmowy z władzami Rybnika i Gliwic. Marzy mu się bowiem ożywienie całej zabytkowej trasy kolejki wąskotorowej od gliwickiego Trynka aż do raciborskich Markowic, choć samo odtworzenie torowiska będzie kosztowało... 12 milionów euro! Są jednak szanse na pozyskanie takich pieniędzy zwłaszcza z europejskich programów dotyczących rozwoju turystyki i ochrony dziedzictwa kulturowego.
– Zdecydowanie podnosi je zawiązanie partnerstwa z Gliwicami, Rybnikiem i Pilchowicami, bo rzecz dotyczy kilku gmin, a nie tylko Kuźni Raciborskiej – ocenia naczelnik Łuszcz. Tymczasem Towarzystwo Miłośników Górnośląskiego Kolejki Wąskotorowej działa teraz u naszych czeskich sąsiadów, gdzie wspólnie z firmą kolejową z Krnova zajmuje się turystycznymi przewozami wąskotorówką na trasie z Tremesnej do Osoblahy. – Staramy się o przedłużenie linii aż do Głubczyc po polskiej stronie – informuje prezes Janusz Gierucki. Jak podkreśla, w naszym kraju towarzystwo nie może działać, bo skutecznie uniemożliwiają mu to, jak to określa, pasjonaci i pseudopasjonaci wąskotorówki.
– Jesteśmy postrzegani jako złodzieje, bo rzekomo rozkradliśmy majątek w skansenie, choć mamy dowody na to, że tabor był naszą własnością. Gminy Kuźnia Raciborska i Pilchowice nie dokładały ani złotówki do niczego, co działo się na zabytkowym wąskim torze. Wszystko robiliśmy za pieniądze własne i sponsorów, ale zgodnie z prawem – dodaje Janusz Gierucki. Dotychczasowych wyroków nie chce komentować, bo, jak podkreśla, to jeszcze nie koniec. – Od kilka lat dochodzimy swoich racji przed obliczem Temidy, według której w państwie prawa nie można okradać gminy, ale gmina może bez konsekwencji okradać zwykłych obywateli – stwierdza Janusz Gierucki i wyjaśnia, że towarzystwo ma dowody na to, że Kuźnia Raciborska weszła w posiadanie jego taboru.