Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°CNa wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie mam zamiaru podważać kompetencji urzędników, którzy wykonują swoją pracę tak jak należy, czyli pomagają interesantom. Niestety spotykam też urzędników zajmujących się bardziej utrudnianiem nam życia niż załatwianiem ludzkich spraw. Traktują petentów jak intruzów, którzy mieli czelność zakłócić ich święty urzędniczy spokój. Nie wiem, skąd się to bierze. Tym bardziej że zazwyczaj są to osoby wykształcone. Niektóre skończyły po kilka fakultetów i chwalą się znajomością języków obcych. Czyżby ludzi aż tak bardzo zmieniało biurko i kawałek stołka?
Niedawno miałem okazję rozmawiać z moim ulubionym urzędnikiem z Rybnika. Ulubionym, gdyż zawsze nasz dialog wykracza poza ogólnie przyjęte ramy zawodowych kontaktów. Pan ów stworzył własne, swoiste zasady dyskursu. Na powitanie reportera zwraca się każdorazowo tak samo: „No, czego znów pan chce?”. Myślę sobie wtedy, że mój ulubiony urzędnik chciałby raczej wycedzić: – Spieprzaj dziadu na drzewo i nie zawracaj mi głowy swoimi pytaniami.
W tym samym zacnym mieście stoi też magistrat, a w nim działa biuro prasowe. Jego pracownicy zasłynęli tym, że o każdą, najbardziej błahą rzecz związaną z miastem (np. jak często urząd wymienia piasek w piaskownicach) każą żurnaliście wysyłać e-maila. Nie jest to ich widzimisię, ale „prikaz”, który dostali z góry. Następnie taki pismak czeka dłużej lub krócej, aż urzędnik przygotuje odpowiedź. W przypadku piasku moja redakcyjna koleżanka otrzymała odpowiedź po trzech dniach, choć we wszystkich innych urzędach zrobiono to natychmiast. Jeśli w wyniku lektury odpowiedzi w głowie dziennikarza zrodzą się jakieś pytania i wątpliwości, wysyła kolejnego e-maila. I tak aż do skutku.
Niedawno pewien interesant miał przyjemność z paniami pracującymi w wydziale promocji, ale w innym mieście naszego regionu. Przy okazji zapoznał się z fachowością dwóch skądinąd uroczych pań. Długo nie potrafiły zdecydować, co ma znaleźć się w przygotowywanym przez firmę folderze, a czego ma tam nie być. Po dwukrotnej korekcie gotowego do druku produktu wpadły na genialny pomysł, żeby kilka rozdziałów połączyć w jeden. Nadto szacownej korektorce nie spodobało się, że autor tekstu napisał był „Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa”, zamiast „Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa Polskiego”. Już uczniowie podstawówki wiedzą, że Sejm Ustawodawczy powierzył przyszłemu marszałkowi urząd Naczelnika Państwa. Zresztą podobnych „kwiatków” w korekcie jest o wiele więcej. Jeszcze bardziej błysnęła koleżanka ambitnej korektorki. Oznajmiła przedsiębiorcy, że ma przynieść folder napisany w... edytorze Word albo „innym edytowalnym programie”, żeby obie panie mogły sobie zmieniać tekst do woli. Przedsiębiorca od razu pojął, skąd się wzięły jego perypetie.