Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°C
Na wizytę u specjalisty kardiologa trzeba się naczekać. Dotyczy to nawet osób po przebytych zawałach. Okazuje się jednak, że nie trzeba ani kolejek, ani nerwów, żeby przetestować serce. Ba, nie trzeba mieć skierowania, a nawet wychodzić z domu. Wszystko to dzięki usłudze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, które wdrożyło unikatowy w Polsce system Kardiotele. Dzięki niemu EKG i badanie serca zrobić można sobie przez telefon z każdego miejsca w kraju, a nawet zza granicy.
Edward Pietrzak z Czuchowa jest po dwóch zawałach, dwóch zapaściach, kilku koronografiach oraz wszczepionych by-passach. Od kilku lat jest pacjentem zabrzańskiego centrum. Do maja tego roku co kilka miesięcy jeździł na kontrole serca do kliniki. – Choć miałem skierowanie, to nie byłem pewien czy zostanę przyjęty. Najpierw więc dzwoniłem i umawiałem się na konkretny dzień. Ale trzeba było wyjechać bardzo wcześnie rano, ustawić się w kolejce i zarejestrować. Czasem było tak, że nie załapałem się na dany dzień, ale np. za dwa dni. Wracałem więc do domu, a nazajutrz bądź na trzeci dzień znowu jechałem do Zabrza – mówi pan Edward.
Zdarzało się, że po kolejnych powrotach ze szpitala nagle źle się poczuł, miał bóle czy skoki ciśnienia. Wtedy łykał nitroglicerynę i wzywał pogotowie. – Od kiedy mam ten aparat, regularnie robię sobie EKG raz w miesiącu, a jak źle się poczuję nie dzwonię po pogotowie tylko do lekarza na Kardiotele – relacjonuje pacjent. Dzięki Tele-EKG jest spokojny, bo ma swoje serce pod ciągłą kontrolą.
Przesyłkę ze Śląskiego Centrum Chorób Serca dostał pod koniec ubiegłego roku. W środku była ankieta wywiadu lekarskiego i mała skrzyneczka z elektrodami. – Przeczytałem i od razu się zdecydowałem – oznajmia pan Edward. Korzysta z aparatu od pół roku i znacznie lepiej się czuje, bo wie, że ta „skrzyneczka” – jak o nim mówi – może mu uratować życie. Aparat nie jest skomplikowany. Ma tylko jeden przycisk, który uruchamia mechanizm i wysyła sygnał do zabrzańskiego centrum. Siedząc w fotelu we własnym domu pan Edward przykleja sobie do ciała dwie elektrody i dzwoni na numer linii Kardiotele. – Zgłasza się dyżurujący lekarz, który pyta o nazwisko i włącza komputer. Potem dostaję informację, żeby włączyć aparat. No to go uruchamiam i przykładam do słuchawki telefonu. Aparat piszczy pół minuty. Tyle trwa badanie. Potem rozmawiam z lekarzem. Ten mi mówi, co wykazało EKG. Jeśli go coś zaniepokoi, to doradzi co zrobić, zaleca dawkowanie leków – opowiada Edward Pietrzak.
Jeśli wynik badania EKG jest zły, lekarz od razu wzywa do pacjenta pogotowie ratunkowe. Informuje go za ile minut będzie karetka, przekazuje też załodze pogotowia informacje na temat przebiegu choroby pacjenta, zażywanych przez niego lekach i o wynikach EKG. – Ważne jest to, że pacjent w każdej chwili, kiedy tylko źle czy słabo się poczuje, bez przeszkód może uzyskać natychmiastową pomoc specjalisty. W porę wysłany wynik badania może mu uratować życie – mówi lek. med. Iwona Dec, kierownik NZOZ Kardiotele i kardiolog w Śląskim Centrum Chorób Serca.
Badanie można wykonać korzystając z telefonu stacjonarnego oraz komórki. Dlatego aparat Tele-EKG można zabierać na wczasy, a nawet dłuższy spacer. Jest przydatny nie tylko osobom po operacjach kardiochirurgicznych, czy cierpiącym na chorobę wieńcową. Ten przenośny aparat szczególnie pomocny może być dla osób starszych, czy rencistów mieszkających samotnie. Edward Pietrzak z Kardiotele będzie korzystał jeszcze przez półtora roku. – To taki okres na próbę. Ale jak mi się skończy umowa, od razu podpisuję kolejną, tym razem na stałe – stwierdza z przekonaniem.