Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°C1 sierpnia o 17 w polskich miastach zawyły syreny, ale nie każdy skojarzył to z godziną W. Moja znajoma była przekonana, że gdzieś się pali. Zamilkła, gdy zauważyłam, że właśnie mija 65 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. Po chwili oświadczyła: rzeczywiście, tylko jak już, to sprawiedliwość trzeba oddać wszystkim. Wiem, że do podobnej wymiany zdań doszło w wielu domach.
Głowa naszego państwa, która wyszła z inicjatywą ustanowienia święta narodowego w rocznicę owego zrywu, pewno zareagowałaby świętym oburzeniem na takie uwagi. Nie tylko zresztą ona. No bo jak nie czcić pamięci czegoś, co stało się symbolem heroicznej walki z okupantem i pochłonęło ponad 200 tysięcy istnień, choć z góry było skazane na klęskę? Tu jednak nie chodzi ani o rangę tego wydarzenia (tej nikt nie kwestionuje), ani o jego historyczną ocenę, tylko o co innego. Mianowicie o to, że Ślązacy też mieli powstania. 16 sierpnia minie 90. rocznica wybuchu pierwszego z nich, ale uroczystości z tej okazji odbędą się jedynie w regionie. Jeśli w innych częściach Polski w ogóle to odnotują, to będzie dobrze.
Bohaterów tamtych lat nie ma już na tym świecie (ostatni, Wilhelm Meisel z Turzy Śląskiej, odszedł kilka miesięcy temu), ale żyją ich potomkowie. Co więcej, batalie przypadły na czasy, w których stolica cieszyła się pełnią wolności, a trzecia zaważyła na losach całego kraju. Spowodowała przecież niewielkie co prawda, ale jednak przesunięcie granicy na zachód. Podobnie było zresztą w przypadku Powstania Wielkopolskiego, jedynego zwycięskiego w dziejach RP i też niedocenianego. Gdy więc 1 sierpnia z placu Powstańców Warszawy za pośrednictwem telewizji było słychać dźwięki werbli, wielu Ślązaków (i zapewne Wielkopolan) czuło gorycz, co wcale nie znaczy, że oni nie popierają inicjatywy prezydenta.
Oczekują też jednak uznania, że mieszkańcy tej części kraju również mieli wkład w walkę o niepodległość, więc obchody kolejnych rocznic wybuchu powstań śląskich będą miały chociaż jakiś mały centralny akcent. Sprawą przy okazji roku Wojciecha Korfantego miały zająć się samorządy, wysyłając do parlamentu coś w rodzaju rezolucji, ale nic z tego nie wyszło. Być może autorzy pomysłu spasowali, licząc się z porażką, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a z Mazowsza na Śląsk zawsze było daleko. Tylko czy to jest wystarczający powód do kapitulacji? Chyba nie, bo takie kwestie zawsze trzeba stawiać na publicznym forum. Inaczej w tle uroczystości narodowych będą spory, kto ma większe narodowe zasługi.