Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2114°C
186°CJay Kuperman spędził w Rybniku lata dzieciństwa, dokładnie 14 lat. Zapewne mieszkałby w kamienicy przy ul. Raciborskiej znacznie dłużej, ale wszystko pokrzyżowała wojna. Jay i jego rodzina musieli uciekać. Byli Żydami. W Rybniku jako mieście „Judenrein” nie było dla nich miejsca. Mimo tak dramatycznych przeżyć, Jay wraca do miasta dzieciństwa. Wraca po raz trzeci. Dla tego nobliwego pana po osiemdziesiątce są to odwiedziny sentymentalne. Spaceruje po współczesnym mieście, ale widzi miejsca, gdzie się bawił, uczył, modlił.
– Chodziłem do szkoły im. Adama Mickiewicza koło starego kościoła. Niemcy zbombardowali tę szkołę. W mojej pamięci wciąż istnieje sklep na rynku ze słodyczami, którego właścicielem był pan Sobczyk. Teraz w tym miejscu jest bank. Pamiętam Świerklaniec, gdzie zatrzymywali się bardzo zamożni ludzie. Wokół było wiele sklepów, których właścicielami byli Żydzi. Kiedyś przechodząc z ojcem koło sklepu ze słodyczami, zauważyłem na wystawie czekoladę. Uparłem się, żeby ją mieć. Mój tata pozwolił mi wejść i kupić tę tabliczkę. Kiedy ją odpakowałem okazało się, że był to kawałek drewna. Ta drewniana czekolada służyła właścicielowi do celów reklamowych. Byłem bardzo rozczarowany. W dzisiejszym ratuszu mieścił się komisariat policji. Do kin chodziłem na ulicę Zamkową. Tam też była niemiecka szkoła. W miejscu centrum handlowego stała duża synagoga, druga synagoga była przy ulicy Raciborskiej. Tu, gdzie teraz jest urząd miasta stał dom rabina – wspomina Jay Kuperman.
Wcześniej do Rybnika przyjeżdżał w roku 1976 i 1996 . Podczas pierwszej wizyty towarzyszyła mu żona, w drugą udał się samotnie. Teraz przybył z trzema córkami: Miriam, Debbie oraz Elaine.
Pokazał im Kraków, później Oświęcim, na koniec zostawił Rybnik. – Bardzo często myślę o Polsce i o Rybniku. Miałem tu swoją szkołę, przyjaciół. Ale teraz moje życie jest w Filadelfii. Już się nie przeprowadzę. Musiałbym od nowa uczyć się polskiego – przyznaje z uśmiechem.