Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°CChoć po słupku rtęci tego nie widać, wakacje zaczęły się na dobre. Niestety od problemów z wodą, która jednym zabiera dorobek życia, a innych zmusza do liczenia tylko strat. W taką pogodę nikt przecież nie będzie plażował. Deszczowa pogoda przysparza też problemów rodzicom dzieci w wieku szkolnym. Nie od dziś wiadomo, że najtańsze są wakacje z wakacyjną pogodą, bo wtedy nasze pociechy rzadziej zaglądają do sklepów, kin, barów. Gdy leje się na łeb, wydawanie pieniędzy staje się formą rozrywki.
Na to wszystko nakładają się i inne kłopoty. Rodzice mają przecież zwykle dwa, trzy tygodnie urlopu, a dzieci ponad dwa miesiące wolnego. Najtrudniej jest oczywiście w przypadku uczniów najmłodszych klas szkół podstawowych, chyba że ma się w odwodzie np. dziadków. Są na szczęście dobrodziejstwa niezależne praktycznie od aury. Koniec czerwca to przecież czas, gdy nasz kraj zmienia się w rzeczpospolitą festiwali. W tej branży kryzysu nie widać. Każdy festiwal organizuje inna telewizja, więc obowiązuje staropolska zasada zastaw się, a postaw się. Pręży muskuły telewizja publiczna, prężą je również telewizje komercyjne. Pytanie tylko, co z tego wszystkiego wynika? Chyba niewiele, nie licząc transmisji i powtórek poszczególnych koncertów, których jest tyle, że łatwo pogubić się w rachubach.
Za czasów komuny wszystko było siermiężne i funkcjonowało nie dzięki prawom rynku, a państwowym regulacjom. Mimo to w czasie każdego właściwie festiwalu w Opolu naród otrzymywał w prezencie jakiś przebój. Już na drugi dzień mężczyźni mieli co nucić przy goleniu. Takie np. „Kolorowe jarmarki” czy „Chłopców radarowców” nuciła cała Polska. W dzisiejszych czasach festiwal w Opolu dobiega końca i... nic. Ciągle powtarzam sobie, że to dziś mamy do czynienia z normalnością, niestety normalność jest jakaś taka byle jaka. Co np. wspólnego z normalnością ma opolski koncert zatytułowany „Debiuty”, w czasie którego młodzi, przyszłościowi rzekomo, wokaliści śpiewają cudze, dobrze już znane piosenki?
Gdzie tu sens, gdzie logika? Toż to nie fabryka gwiazd, a produkcja epigonów. Za sprawą telewizyjnych teleturniejów śpiewanie cudzych, sprawdzonych już piosenek stało się normą. Nagle okazało się, że co drugi serialowy aktor to gwiazda piosenki. Pytanie tylko, czy na tym ma polegać sztuka estradowa. Nie czekamy przecież na perfekcyjnych wokalistów, u których przepona pracuje jak przenośny komputer, ale na takich, którzy mają coś do przekazania. Można mnożyć przykłady gwiazd, które nie śpiewają idealnie i nie mają idealnej dykcji, a mimo to sprzedają tysiące płyt. Liczy się bowiem autentyzm, a nie techniczna perfekcja pozbawiona głębi. Niestety, autentyzm i oryginalność to dziś towar mocno deficytowy.