Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°CZa nami rocznice 20-lecia pierwszych wolnych wyborów w Polsce i początku końca bloku komunistycznego, który zaczął dokonywać żywota. Nasza klasa polityczna raz jeszcze udowodniła, że nie potrafi zachować klasy. Skupiła się nie na istocie ważnej przecież dla Polski i Europy rocznicy, ale na taktyce i geografii jej obchodów. Bo gdzie indziej świętował ją premier, a gdzie indziej prezydent.
A jakie były założenia taktyczne? Obecny prezydent nie mógł się spotkać z byłym prezydentem Lechem Wałęsą, a premier z rozżalonymi stoczniowcami. Młodzież miała oto piękną lekcję poglądową wychowania obywatelskiego. Patrząc na tych skłóconych bohaterów sprzed lat, zastanawiała się pewnie, jak mogli oni porwać za sobą naród i dokonać tak epokowych rzeczy. Z dzisiejszej perspektywy tamten ruch i zryw wydaje się niemal drugim cudem nad Wisłą.
Przy takiej okazji trudno nie zadać pytania – co się stało z Polakami i ideałami Solidarności? Do czego dziś byłby zdolny naród żyjący serialami, promocjami i ciekawostkami z życia gwiazd, które mnożą się w komercyjnych stacjach telewizyjnych jak króliki?
Jak to się dziś obrazowo określa, 20 lat temu między Polakami była chemia. Coś ich łączyło, coś wypełniało ich życie treścią. Była Solidarność i solidarność. Ludzie żyli w cywilizacyjnym ubóstwie, stali w kolejkach, ale zajmowali się sprawami ważnymi i istotnymi, trzymali się razem, wspierali, byli solidarni. Dziś każdy sobie rzepkę skrobie.
Przy okazji rocznicy swe niezadowolenie z dokonań rządzących głośno manifestowali związkowcy, m.in. z Solidarności. Zgoda, mają rację. Ale jak też dziś wyglądają same związki zawodowe? Ileż wspólnego mają z tymi, o które walczono w latach 70. i 80? Na kopalniach np. rozrosły się do niebotycznych wręcz rozmiarów i aż dziw, że jeszcze nie powstał związek zawodowy etatowych związkowców. A bycie związkowcem? To już nie powołanie, wyzwanie czy misja, ale kapitalna fucha, etacik jak marzenie. Czy tak wygląda solidarność z ludźmi ciężkiej pracy?
Na pikiecie strajkujących w piątek pielęgniarek w rybnickim szpitalu psychiatrycznym pojawili się związkowcy z Sierpnia ’80. Ci zawsze chętnie wspierają wszystkich protestujących; taka związkowa grupa szybkiego reagowania. Nie mając pewnie zielonego pojęcia o sytuacji szpitala, o przedmiocie sporu i o realiach pracy w psychiatryku, zjawili się w czerwonych związkowych pelerynkach zwarci i gotowi, by walczyć o sprawiedliwość społeczną. I jak tu nie stwierdzić, że ideał sięgnął bruku?