Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°CW zeszłym tygodniu władze Polskiego Związku Narciarskiego podziękowały Hannu Lepistoe za jego usługi z powodu lichych wyników naszych skoczków. Czy było warto robić taki krok tuż przed końcem sezonu? Wszyscy przecież wiedzieli, że nie poprawi to już niczego w klasyfikacji generalnej pucharu świata, narazi za to członków kadry na stresy podczas ostatniego, niedzielnego, konkursu w Planicy.
Adam Małysz wcale tego nie krył, choć trudno przesądzać, czy obecność głównego trenera pomogłaby mu w zajęciu miejsca na podium. Teraz prezes PZN Apoloniusz Tajner z mądrą miną obwieszcza, że Fin to doskonały szkoleniowiec, ale oczekiwania związku są zdecydowanie większe. A co miał do powiedzenia, kiedy sam musiał pożegnać się ze stanowiskiem trenera kadry, bo też brakowało wyników? Czuł się pokrzywdzony, co jednak wcale nie przeszkodziło mu w firmowaniu obecnej pokazówki. Jak PZN chciał coś zwojować, zwłaszcza że zdaniem wielu były już trener w tym sezonie niezbyt przykładał się do roboty, to miał go wymienić po szóstym czy siódmym konkursie, a nie robić dobrą minę do złej gry i zapewniać, że forma naszego najlepszego skoczka rośnie. Działać to trzeba na czas, nie po czasie.
Ta sytuacja przypomina zamieszanie wokół ratyfikacji traktatu europejskiego, bo jego wynegocjowanie ponoć było sukcesem PiS-u, ale zaczęło wymagać jakichś dziwnych gwarancji, kiedy ta partia straciła władzę. Nie podoba mi się tu jednak postawa żadnego ugrupowania zasiadającego w Sejmie, bo nie dość, że obwiniają się nawzajem, to jeszcze nie wykluczają referendum albo następnych przyspieszonych wyborów. Wychodzi na to, że u nas nie ma na co wydawać pieniędzy, choć w państwowej kasie są coraz większe dziury, zwłaszcza że podwyżek żądają kolejne grupy zawodowe, a opozycja popiera te roszczenia. To jej święte prawo, aczkolwiek kiedy była przy władzy, to nieraz nie chciała nawet gadać z protestującymi, bo łatwo jest żądać, ale trudniej dzielić, zwłaszcza gdy wokół aż tyle wyciągniętych rąk.
W dodatku pewnie jeszcze ich przybędzie, bo raczej nic już nie zahamuje rozbudzonych oczekiwań społecznych. Jak dotąd, tylko Jezusowi udało się nakarmić wszystkich głodnych dwiema rybami i pięcioma bochenkami chleba, o czym należy pamiętać nie tylko w Wielkim Tygodniu. Politycy mogą jedynie obiecywać. I robią to ochoczo, a jak przyjdzie co do czego, zwalają na poprzedników, bo nie mają przecież trenerów. Pytanie, czy ktoś odpowie za to, że zapowiadana pokazowo podwyżka dla emerytów wyniosła ok. 60 zł (!) w przypadku tych najbiedniejszych, ale Marek Dochnal zarobił miliony, siedząc za kratkami i grając na giełdzie. Pewnie nikt, bo dla emerytów, i nie tylko, nie ma pieniędzy, a lobbysta grał legalnie, czyli za przyzwoleniem prokuratorów. Tak oto wygląda sprawiedliwość po polsku.