Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-8-13°C
-10-14°C
Mieszkają w socjalnych barakach w Rybniku od pięciu lat bez prądu. Nie potrafią sobie poradzić ze stertą papierów i wypełnić wniosków, bo... on nie umie pisać, a ona jest niewidoma. Nie mają ani renty, ani emerytury.
62-letnia Janina Kępny z konkubentem Franciszkiem Wojtkiem i trzema synami, z których jeden jest inwalidą, mieszka w tzw. leżących blokach przy ul. Janiego. Trafili do tego getta biedy tak samo jak inni lokatorzy: z powodu niepłacenia czynszów. W baraku mieszka około sześciu rodzin, w większości patologicznych, które popadły w tarapaty finansowe. Oni zajmują kuchnię i pokój. Nigdy nie mieli dużych dochodów, bo żyli ze zbierania puszek, ale jakoś sobie radzili. Pięć lat temu jednak pani Janina zaczęła tracić wzrok, więc do zarabiania został pan Franciszek, któremu pomagali synowie pani Janiny. Szybko pojawiły się problemy z regulowaniem rachunków za prąd.
Tylko świeczka
W końcu energetyka straciła cierpliwość i odcięła zasilanie. Od tej pory jedyne światło daje świeczka, oczywiście jeśli są pieniądze, żeby ją kupić. Pani Janina nauczyła się żyć ze swoim kalectwem. Ugotuje obiad, zrobi pranie, choć jest z tym problem, bo ma wprawdzie pralkę, ale musi prać w rękach. Od czasu choroby wychodzi z domu tylko od czasu do czasu. Nie była u lekarza, bo nie wiedziała, gdzie, co i jak załatwić. Franciszek Wojtek nie ukrywa, że ma problemy z alkoholem, ale walczy z nałogiem. Rodzina żyje z 550 zł. 400 zł z tej kwoty to renta syna, który ma poważne schorzenie kręgosłupa i pierwszą grupę inwalidzką. 150 zł to dodatek pielęgnacyjny, jaki otrzymuje matka.
Kilka miesięcy temu opieka społeczna, która pomaga, jak tylko może, sprowadziła lekarza do pani Janiny i załatwiła rodzinie opał na zimę. Przydział jednak już się skończył, a jedyne źródło utrzymania to wciąż zbieranie puszek i złomu. Pan Franciszek szuka też czegoś na opał. – Trzeba kombinować, żeby ogrzać chociaż kuchnię. Tam wszyscy siedzimy i śpimy, bo w pokoju zarwał się kawałek sufitu, więc przez dziurę wieje i leje – mówi. Rodzina pali w piecu drewnem i szczapami, które uda się uzbierać w okolicy, wyproszonym węglem, a jak i tego zabraknie, to po prostu czym się da. Janina i Franciszek chcieli też załatwić sobie w energetyce zamontowanie licznika na kartę.
Bez dowodów
– Wtedy wieczorami moglibyśmy siedzieć przy świetle, a nie w ciemnościach – mówi on. – I mogłabym zrobić pranie w pralce, a nie męczyć się, piorąc w rękach – dodaje ona. Tłumaczą, że raz w miesiącu zdobyliby pieniądze na doładowanie licznika. Opieka społeczna stara się zresztą załatwić kobiecie stały dodatek, by mogła dostawać więcej niż 150 zł, a renta jej się nie należy, ponieważ nigdy nie pracowała. Sprawa nie będzie jednak prosta. Po pierwsze energetyka nie kwapi się do montowania licznika na kartę w osiedlu socjalnym, bo obawia się, że skończyłoby się lewymi podłączeniami innych lokatorów, i to na wielką skalę. Kolejny problem wynika z czego innego.
Ostatnio urzędnicy z ośrodka pomocy społecznej zostawili rodzinie papiery do wypełnienia. Kłopot w tym, że ani pani Janina, ani jej partner nie wiedzą, jak się zabrać za ich wypisywanie, w dodatku nie mają dowodów osobistych. Nie wiedzieli, że trzeba je wyrobić, po drugie nie mają na to pieniędzy. Tymczasem możliwe, że on miałby prawo do renty albo emerytury. Ma ponad 20-letni staż pracy, i to w warunkach uciążliwych. Był zatrudniony w zakładach miejskich w Rybniku przy odpadach komunalnych. Nie ma jednak świadectwa pracy, nie potrafi też wypisać wniosku do ZUS-u. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się w XXI wieku. Janina Kępny oraz Franciszek Wojtek dalej żyją tak, jakby na Janiego był dopiero XIX wiek.
Magdalena P.: Wrzuciłam dziecko do pieca CO
GUS ukrywa liczbę Ślązaków
Jak rodzić z uśmiechem?
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej
Uczelnia dla pielęgniarek