Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°C
Ulga prorodzinna, którą w ubiegłym roku, na chwilę przed samorozwiązaniem Sejmu, zafundowali parlamentarzyści, to bardzo kosztowny prezent. Ucieszyła ona rodziców, jednak konsekwencje tej rozrzutności poniosą jak zwykle samorządy, które straciły poważną część swoich dochodów na wyborczej kiełbasie oraz szerokim geście posłów.
W praktyce oznacza to, że wiele samorządów znajdzie się w przysłowiowej kropce. Tak duża ulga podatkowa na dzieci oznaczała będzie bowiem tworzenie dziur w budżetach głównie biedniejszych gmin. Jedne będą zmuszone przycinać wydatki i ograniczać inwestycje, a nawet rezygnować z wielu przedsięwzięć. Ktoś zapyta, co wspólnego ma ulga prorodzinna z gminnym budżetem. Ano ma, i to sporo. Dla gmin udział w podatkach PIT stanowi bowiem znaczące źródło dochodów, ponieważ otrzymują 36 proc. kwoty, jaką jej mieszkańcy oddają skarbówce. Ubiegłoroczne wpływy z PIT-ów do państwowego worka wyniosły 48 mld zł. Samorządy dostały z tego połowę.
Dużo mniej
– Szacujemy, że w tym roku z ulgi prorodzinnej skorzysta około 10 mln podatników. W tej sytuacji wpływ do budżetu będzie mniejszy o ponad 7,1 mld zł. To oznacza, że samorządy także dostaną mniej pieniędzy – wyjaśniają w biurze prasowym Ministerstwa Finansów. Znowelizowana ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych wprowadza na każde dziecko ulgę w wysokości 1145,08 zł. To prawie dziesięciokrotnie więcej niż kiedyś, bo było to 120 zł. Samorządy dostaną więc mniej pieniędzy, i to znacznie, bo o jakieś 3,5 mld zł. Niektóre stracą nawet około 10 proc. swoich dochodów. Konsekwencją może być zaciskanie pasa, a nawet rezygnacja z zaplanowanych inwestycji.
Jeśli chodzi o gminy wiejskie, straty będą oscylowały w granicach przeciętnie 2-5 mln zł rocznie. W przypadku gmin miejskich rozpiętość może wahać się w granicach od 6 do nawet 80 mln zł. Brak tych pieniędzy to w praktyce mniej remontów, nowych chodników, kanalizacji, dotacji, pomocy socjalnej, załatanych dziur w drogach, wreszcie nowych dróg. Żaden z samorządowców nie neguje potrzeby wprowadzenia nowej ulgi prorodzinnej. Wszyscy są jednak zdania, iż nie można jej realizować kosztem samorządowych budżetów. Tymczasem jest to kolejna ustawa bez podania źródła finansowania, która dodatkowe obciążenia zrzuca właśnie na samorządy.
Bez wytycznych
Najgorsze, że kiedy w listopadzie zeszłego roku mijał termin opracowywania projektów budżetów, żaden z samorządów nie dostał wytycznych z Ministerstwa Finansów na okoliczność kwoty, jaka przypadnie mu z państwowego tortu. Co bardziej przezorne gminy postanowiły więc się zabezpieczyć i, przygotowując projekty nowych budżetów, uwzględniły w nich ewentualne straty. Jest też i drugie dno znowelizowanej ustawy. Rzecz dotyczy pozyskiwania unijnych funduszy, bo do jego otrzymania potrzebny jest wkład własny. Dla biedniejszych samorządów skutkiem ulgi może więc być ograniczenie możliwości pozyskiwania pieniędzy z funduszy strukturalnych.
Mniejsze dochody spowodują także spadek realnej zdolności kredytowej gmin. To niezbyt pocieszające, jeśli będą chciały np. zaciągnąć kredyt na realizację jakiejś inwestycji. Zwiększenie ulgi prorodzinnej odczują również powiaty. Ich straty będą wprawdzie mniejsze, za to bardziej odczuwalne, ponieważ nie posiadają własnych źródeł dochodów. – Według naszych szacunków dochody powiatów z tytułu udziału podatku PIT spadną o jakieś 17 proc. Obawiamy się, żeby w przyszłości nie doszło do tego, że powiaty nie będą miały możliwości realizowania swoich ustawowych zadań – mówi bez ogródek Tadeusz Nalewajk, prezes Związku Powiatów Polskich.
Mglista rekompensata
Przede wszystkim chodzi o zadania z zakresu opieki społecznej, wypłaty obowiązkowych świadczeń np. dla rodzin zastępczych, służby zdrowia, oświaty czy bezpieczeństwa publicznego w zakresie działań kryzysowych. Tymczasem Ministerstwo Finansów twierdzi, że jeśli straty w dochodach będą poważne, gminy dostaną rekompensaty. W jaki sposób, w jakiej formie? Tego jeszcze nie wiadomo. Niestety ulga to kolejny sejmowy bubel. Dlaczego? Jest wprawdzie konkretną, realną korzyścią dla rodziców, ale nie wszystkich. Pomoc nie trafi bowiem do wszystkich potrzebujących, co gorsza, skorzystają z niej tylko dobrze zarabiający. Ci, którzy mają dochody w granicach i poniżej płacy minimalnej, skorzystają z niej tylko w części.