Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°C
Rybnicka prokuratura zajęła się sprawą zatrucia się czadem trzyosobowej rodziny. Odpowiedź na pytanie, kto zawinił, ma zatem dać dochodzenie. Do zdarzenia doszło 3 lutego w jednym z mieszkań przy ul. Kościuszki w Rybniku.
Czadem zatruła się trzyosobowa rodzina, w tym 2,5-miesięczne dziecko. Do tragedii nie doszło dzięki dwójce policjantów, którzy wynieśli całą trójkę z lokalu. Sprawa jest precedensowa, bo dotyczy kwestii ustalenia, czy i kto ponosi odpowiedzialność za zatrucie lokatorów czadem. Do prokuratury w tej sprawie wpłynęły dwa doniesienia. Jedno z policji, która 3 lutego wszczęła dochodzenie z urzędu. Drugie doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa 7 lutego złożyła straż pożarna. Strażacy podnieśli kwestię, że mistrz kominiarski nie przeprowadził w mieszkaniu kontroli przewodów kominowych. Jak wyjaśnia st. kpt. Bogusław Łabędzki, rzecznik PSP w Rybniku, odnośnie kontroli przewodów wentylacyjnych istnieją procedury i przepisy, które określają obowiązki zarządców i lokatorów.
– Kontrola wykazała, że układ wentylacyjny w mieszkaniu był niesprawny i nie działał prawidłowo. Okazało się również, że administrator, którym jest Rybnicka Spółdzielnia Mieszkaniowa, nie ma dokumentów potwierdzających przeprowadzenie w tym mieszkaniu kontroli kominiarskiej – mówi kpt. Łabędzki. Jak dodaje, w takich sytuacjach, kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, strażaków nie interesują ani tłumaczenia, ani powody, z jakich kontrola się nie odbyła. Przepisy mówią wyraźnie, że musi zostać przeprowadzona przynajmniej raz w roku. Dlatego straż pożarna zwróciła się do prokuratury o sprawdzenie, kto odpowiada za zaistniałą sytuację. Bernadeta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury, informuje, że obecnie postępowanie jest na początkowym etapie.
– Na razie zbieramy materiał. Nikt nie ma postawionych zarzutów. Śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek – mówi pani prokurator. W Rybnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej przyznają, że w mieszkaniu, gdzie doszło do zatrucia, rzeczywiście nie było kontroli kominiarskiej. – Kominiarz był tam kilka razy, ale nigdy nikogo nie zastał – tłumaczy wiceprezes Marek Gruszczyk. Dodaje, że we wrześniu 2007 roku w mieszkaniach w całym budynku kontrola została przeprowadzona, a spółdzielnia ma na to dokumentację. Umknęło tylko to jedno mieszkanie. Przedmiotem postępowania prokuratury będzie m.in. ustalenie, czy mistrz kominiarski nie mógł przeprowadzić kontroli z winy lokatorów, czy z powodu zaniedbania spółdzielni.