Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°C
Terminy narzucone szpitalowi psychiatrycznemu są nierealne. Urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia de facto każą wyleczyć każdego pacjenta w ciągu 12 tygodni. Zdaniem medyków, ograniczenie finansowania ponadprogramowych dni kuracji do 70 procent kwoty pierwotnej nie gwarantuje skutecznego leczenia.
– Cięcia dotyczą nawet pacjentów z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego, np. w sytuacji zaniku komórek mózgowych, którzy bywają agresywni. Poprawę można byłoby uzyskać jedynie poprzez regenerację komórek mózgowych, ale współczesna medycyna jeszcze nie zna na to sposobu – podkreśla Ireneusz Pawuła, szef związku zawodowego pielęgniarek i położnych przy Państwowym Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Działacze dodają, że NFZ bezprawnie zmusił ośrodek do pokrywania części kosztów leczenia obywateli. Chodzi o pacjentów nieubezpieczonych. Placówka, jak i niemal wszystkie inne w kraju, jest zobligowana do ich leczenia, ale musi to robić na własny koszt.
Płatnik na papierze
– Do niedawna pobyt takich pacjentów refundowało Biuro Rozliczeń Międzynarodowych, które przestało istnieć z dniem 1 stycznia, więc z końcem ubiegłego roku jego urzędnicy odmówili wypłaty należności od października, wskazując nowego płatnika: NFZ. Ten nie płaci, bo Ministerstwo Zdrowia dotąd nie wydało stosownego rozporządzenia. Za leczenie nieubezpieczonych nie wpłynęło do nas ponad 431 tys. zł – wylicza szef związku. Co roku NFZ wprowadza zmiany w systemie informatycznym, który jest niezbędny do rozliczania faktur, ale przekazuje oprogramowanie z dużym opóźnieniem, co uniemożliwia terminowe przesyłanie faktur, wypłacanie pensji pracownikom, regulowanie należności za dostawy np. leków. Z winy NFZ placówki płacą więc karne odsetki.
– Boli nas brak reakcji władzy publicznej na skargi naszego dyrektora. Szczególnie zatrważa bezczynność urzędu marszałkowskiego, która skutkuje poważnymi stratami. Od sierpnia do grudnia zeszłego roku nasz szpital, wbrew ustawie, nie miał rady społecznej, co uniemożliwiło podejmowanie strategicznych decyzji – zżymają się związkowcy. Szpital trzeba restrukturyzować. Dyrekcja planowała więc szybko przekształcić kilka oddziałów w samodzielny zakład opiekuńczo-leczniczy. Kolejny miał przyjmować tylko pacjentów wymagających detoksykacji alkoholowej. Zamierzenia czekały na akceptację nowej rady społecznej, która zawiązała się dopiero w grudniu.
Straty na życzenie
Zarząd Województwa Śląskiego dotąd nie zatwierdził jednak planu restrukturyzacji, choć szpital rocznie traci 2,5 mln zł z powodu konieczności prowadzenia niektórych oddziałów na dotychczasowych zasadach. – Urząd marszałkowski sugeruje rezygnację z zagwarantowanych umową podwyżek. Co ciekawe, we wrześniu zgodził się na wyższe pensje. Zmienił zdanie w momencie kontraktowania usług w NFZ. Nie damy sobie odebrać ciężko wywalczonych gwarancji wzrostu wynagrodzeń, tym bardziej że załoga nie czuje się winna utraty płynności finansowej szpitala – kwituje Ireneusz Pawuła.