Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2114°C
Jutro, 21 lutego, w Klubie Energetyka rozpoczyna się 12. Ogólnopolski Festiwal Piosenki Artystycznej. Rozmawiamy z WOJCIECHEM BRONOWSKIM, jednym z jego współtwórców
– Pamięta pan jeszcze, jak to się wszystko zaczęło?
– Mówiąc o początkach OFPY, trzeba wymienić Jana Poprawę z Krakowa, nieżyjącego Olka Chwastka i obecnego prezesa Fundacji Elektrowni Rybnik Stanisława Wójtowicza, bez którego nic byśmy nie zwojowali. Byłem w Krakowie i wtedy koledzy naskoczyli na mnie, mówiąc, że „wy w tym Rybniku macie dni literatury, jazz, a nie macie żadnej imprezy poświęconej piosence”. Po powrocie wybrałem się z taką propozycją do wiceprezydenta miasta, odpowiedzialnego wtedy za kulturę. Skończyło się na uprzejmym pożegnaniu. Po kilku tygodniach trafiłem do Klubu Energetyka. Jego szef Stanisław Wójtowicz zapytał ni stąd, ni zowąd, czy nie wymyśliłbym jakiejś imprezy. Pomysł festiwalu piosenki kupił, ale chciał, by przygotować mu zarys scenariusza i wstępny kosztorys. Zadzwonił do mnie po tygodniu, że następnego dnia spotyka się z zarządem elektrowni, by przedstawić moją propozycję. Zyskał akceptację. Pierwszy odbył się pod szyldem piosenki jeszcze nie artystycznej, a nobliwej.
– Formuła festiwalu jest bardzo pojemna...
– Sama definicja piosenki artystycznej nie jest tu najważniejsza. Liczy się wszystko to, co jest w piosence dobrego. Króluje tu piosenka poetycka i piosenka aktorska, ale czasem trafiają się piosenki jazzowe czy o zabarwieniu ludowym. Jurorzy przede wszystkim słuchają tekstu i zwracają uwagę, czy wykonawcy udaje się dobrze go zinterpretować i wydobyć z niego jakąś prawdę. Nieważne, czy to tekst wieszcza, czy może własny samego wokalisty. W piosenkach rockowych muzyka często zabija słowa, a ich wykonawcy nie bardzo wiedzą, co to znaczy zinterpretować tekst. Między innymi dlatego nasz festiwal jest chyba jedynym w Polsce, w którym wykonawcom w czasie przesłuchań może towarzyszyć tylko jeden akompaniator, a o playbackach w ogóle nie ma mowy.
– Którego z dotychczasowych zwycięzców OFPY ceni pan najwyżej?
– Bardzo dobrych wykonawców było tu wielu. Mnie swoją klasą zaskoczyła Iwona Loranc. Widzieliśmy ją wcześniej na festiwalu w Andrychowie. Nikt jej wcześniej nie znał, a była o trzy klasy lepsza od wszystkich pozostałych. Zaprosiliśmy ją do Rybnika i tu historia się powtórzyła – nikt jej nie znał, a zdobyła Grand Prix i dwa miesiące później wygrała też Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Dziś jest już aktorką Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Na tegorocznym festiwalu wystąpi w podwójnej roli; będzie pierwszą jego laureatką, która zasiądzie w jury, ale też wystąpi w piątkowym spektaklu muzycznym katowickiego teatru Korez.
Drugą wokalistką, której nie sposób zapomnieć, była Joanna Liszowska, która wystąpiła tu jeszcze jako studentka. Dziś robi karierę, grając w dobrych teatrach i filmach.
– Przed nami kolejny festiwal. Rozumiem, że wam, organizatorom, zależy przede wszystkim na pojawieniu się nowych, ciekawych osobowości.
– Naturalnie, to one są solą festiwalu. Bardzo nas cieszy, że młodzi wykonawcy zapraszani przez nas do udziału w festiwalowym konkursie traktują to jak wyróżnienie. Kasia Dąbrowska, warszawianka, która wygrała w ubiegłym roku, a po drodze jeszcze festiwal piosenek Agnieszki Osieckiej, zgodnie z tradycją w czasie koncertu finałowego wystąpi ze swoim recitalem. Obecnie gra w warszawskim Teatrze Współczesnym i miała kłopot ze znalezieniem wolnego terminu. Uprosiła jednak dyrekcję teatru i w niedzielnym koncercie wystąpi na scenie TZR-u.