Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°CPodobno najważniejszy jest spokój, ale widać nie u nas. Można nawet odnieść wrażenie, że każda chwila ciszy doprowadza polityków do rozpaczy. Przykładem burza wokół zeszłotygodniowego posiedzenia Sejmu, które było poświęcone kwestii nielegalnych podsłuchów, jakie podobno stosowano w czasach rządów PiS-u. Poszło o to, że obrady były tajne, choć minister sprawiedliwości zapowiadał, że nie wytoczy żadnej armaty, bo nie ma do tego prawa, zwłaszcza że w tej sprawie trwa śledztwo.
Mimo to PO przeforsowała swój wniosek i nie dopuściła do obecności dziennikarzy w sali obrad. Teraz zbiera owoce, bo nie dość, że nic nie jest już tajne, to jeszcze opozycja zarzuca klubowi parlamentarnemu PO brak porozumienia z własnym, jakby nie było, rządem. Mamy więc niezły pasztet, a PiS triumfuje, bo wystąpienie ministra rzekomo dowiodło tego, że służby specjalne nie zakładały nielegalnych podsłuchów. PO odpowiada, że nie należy cieszyć się przedwcześnie, bo prokuratorzy wciąż pracują, ale mleko już się rozlało. To po co było tworzyć ten polityczny dramat? Złośliwi odpowiadają, że chyba celem podgrzania atmosfery i strzelenia sobie samobójczego gola. Teraz wszyscy snują domysły, kto też był źródłem przecieku, choć był on warty funta kłaków, więc wkrótce mało kto będzie o tym pamiętał.
W zamieszaniu umyka zasadniczy wątek: że Sejm w ogóle zajął się sprawą. Gdyby bowiem założono choćby jeden nielegalny podsłuch (aczkolwiek speckomisja twierdzi, że było ich co najmniej 94), i tak jest to o jeden za dużo. W tym natłoku oskarżeń i tłumaczeń na drugi plan zeszła nawet wizyta premiera w Moskwie, choć od sześciu lat w stolicy Rosji nie gościł żaden szef polskiego rządu. PiS twierdzi uszczypliwie, że jedynym efektem spotkania Donalda Tuska i Władimira Putina jest wskrzeszenie festiwalu piosenki rosyjskiej (bo już przecież nie radzieckiej) w Zielonej Górze, ale to nieprawda. O reaktywowaniu imprezy zaczęto bowiem mówić w czasach władzy poprzedniej ekipy, a działania obecnego rządu już doprowadziły do częściowego zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso.
Wizyta premiera Tuska to, miejmy nadzieję, kolejny krok w kierunku ocieplenia. Można więc uśmiechnąć się z politowaniem, gdy politycy PiS ogłaszają, że to dzięki nim Polska podniosła się z kolan. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, co Rosja robi sobie z naszego prężenia muskułów. Z sąsiadami należy rozmawiać, bo owocami kłótni są coraz większe lody, a nie współpraca. Nie wszyscy jednak widać rozumieją, że w każdej dziedzinie jest czas siania i czas zbierania, bo niektórzy chcieliby tylko żniwować. W ten zamęt jak ulał wpisuje się anegdota o rolniku, który w końcu poskarżył się Panu Bogu, że nigdy, w przeciwieństwie do sąsiada, nie ma dobrych plonów. Daj mi szansę, zasiej – odpowiedział mu Bóg.