Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°CNajpierw ktoś obrzucił cegłami dom, potem na teren posesji wrzucił butelkę z koktajlem Mołotowa. Wszystko stało się w odstępstwie zaledwie sześciu dni. Obiektem ataków stał się dom jednorodzinny przy ul. Kopalnianej w Czuchowie (gmina Czerwionka-Leszczyny). Właściciel obejścia zgłosił sprawę stróżom prawa.
– Mam pewne podejrzenia. Jednak ustalenie sprawców pozostawiam policji – stwierdza. Po raz pierwszy wandale zaatakowali 20 stycznia. W stronę okien poleciały cegły. – Była godz. 22, kiedy usłyszeliśmy huk w pokoju obok. Wyjrzałem przez okna sprawdzić, co się dzieje, ale nikogo nie zauważyłem. Kiedy wyszedłem na dwór, ujrzałem rozbity parapet, a pod oknem cegły – opowiada gospodarz. Sprawcy pewnie celowali w okno, ale nie trafili. Właściciel nawet nie chce myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby cegły doleciały do celu. – Wybite okno to nic, ale w pokoju akurat przy nim był wnuczek. Gdyby cegły wybiły szybę i trafiły dziecko? Co wtedy? – zastanawia się. Jak dodaje, po kilku dniach policjanci znowu musieli przyjechać na posesję. Tym razem wandale posunęli się znacznie dalej.
Grasowali w nocy lub nad ranem 26 stycznia, kiedy domownicy spali. Weszli na teren posesji i rzucili w stronę stojących pod wiatą aut zapaloną butelkę wypełnioną płynem łatwopalnym. Wiata znajduje się w dość znacznej odległości od ulicy, więc nie mieli szans dorzucić do celu z drogi. Musieli wejść na teren, wtedy jednak włączyły się czujniki światła, co spłoszyło chuliganów. Rzucili więc zapaloną butelkę i uciekli. – Wszystko musiało się dziać gdzieś między godz. 5 a 6. Po piątej syn wyjeżdżał do pracy i niczego nie zauważył, a kiedy ja wyszedłem przed szóstą, od razu przy drzwiach nadepnąłem na rozbite szkło – relacjonuje czuchowianin. W miejscu, gdzie stał samochód syna, leżało szkło z rozbitej butelki po nitro. W szyjce znajdowała się nadpalona szmata. Właściciel zobaczył też wypalone kafelki.
Przecież mogliśmy się spalić. Wszyscy spaliśmy. Budynki stoją blisko siebie i gdyby butelka trafiła w samochód, jak nic doszłoby do pożaru. Przy wietrze zagrożone byłyby także sąsiednie domy. Ten, który rzucał, jest więc po prostu bandytą – denerwuje się właściciel posesji przy Kopalnianej. Policja wszczęła kolejne dochodzenie. Funkcjonariusze, którzy zjawili się na miejscu, stwierdzili, że była to ewidentna próba podpalenia.