Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°C
Andrzej Kozłowski z Żor jest zbulwersowany sposobem potraktowania trzech 16-latków zdających egzamin na prawo jazdy w jastrzębskim oddziale Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Katowicach. Jednym z pechowców jest jego syn Mateusz.
W październiku zdał egzamin teoretyczny, a 15 stycznia miał zdawać jazdę, ale nic z tego nie wyszło. Egzamin dla 16-latków (kategoria B1) rządzi się innymi prawami. Najpierw muszą wykazać się w małolitrażowym aucie, którego masa nie może przekroczyć 550 kg. Ma je załatwić kursant, w praktyce robi to instruktor. Pan Andrzej, pewny, że wszystko pójdzie sprawnie, pojechał z synem dla dodania mu otuchy. Byli na miejscu o 10, a więc godzinę wcześniej. Do egzaminu miało podejść sześciu kursantów: trzech na kategorię A1, trzech na B1. – Samochód podstawiono przed czasem, ale egzaminator przyszedł dopiero o godz. 13. Wtedy okazało się, że auto nie ma ważnego przeglądu – relacjonuje Andrzej Kozłowski.
Właściciel wozu pojechał jednak, gdzie trzeba, i po kwadransie wrócił z uzupełnionymi dokumentami. Wtedy egzaminator zadzwonił do dyrektora WORD-u i poinformował go, że nie przeprowadzi egzaminu, ale wyznaczy inny termin, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. – Pokrył je instruktor, ale to nie koniec. Kiedy syn i pozostali chłopcy wrócili z biura, okazało się, że egzaminator wpisał im nieobecność, choć czekali prawie cztery godziny. Nowy termin wyznaczono im na 26 lutego – stwierdza wzburzony żorzanin. Nazajutrz wraz z synem pojechał do Katowic, prosto do dyrektora WORD-u. Tam usłyszeli, że jeśli załatwią samochód, Mateusz może zdawać nawet następnego dnia. Załatwili wszystko na 17 stycznia i znowu pojechali do Jastrzębia.
– Powiedziałem kierowniczce, co uzgodniłem. Usłyszałem, że nic z tego, bo ona nie da egzaminatora. W końcu po wymianie zdań termin ustalono na 1 lutego – mówi Andrzej Kozłowski. Jerzy Uliczny, zastępca dyrektora WORD-u w Katowicach, mówi jednak, że zbadał tę sprawę i stwierdził, że egzaminator wcale się nie spóźnił. – Najpierw przeprowadzał sprawdzian na kategorię A1, a potem miał przeprowadzić egzamin na kategorię B1. Zrezygnował po ustaleniu, że auto nie ma badań technicznych. Ośrodek nie musi posiadać samochodu do egzaminowania 16-latków. Jeśli doszło do takiej sytuacji, jak twierdzi pan Kozłowski, jest to wina osoby załatwiającej auto – mówi wicedyrektor.
– Okazuje się, że egzaminatorowi wszystko wolno. Kursant ma siedzieć cicho, a jak się narazi, to może nie zdać. Do tej pory kurs i egzamin kosztowały 1550 zł. Jak znowu ktoś będzie miał fochy, to czekają nas kolejne wydatki. Sto zł za egzamin, do tego trzeba będzie jeszcze wykupić pięć godzin jazd, a każda to 50 zł. Jak więc mam się nie denerwować? – pyta oburzony ojciec. Mateusz na szczęście zdał w piątek, 1 lutego. Za dwa tygodnie odbierze prawo jazdy i już nie chce mieć nic wspólnego z WORD-em. Jego tata też.