Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°C
W czwartek wczesnym popołudniem wybuchł groźny pożar w mieszkania na trzecim piętrze starej kamienicy przy ul. Saint Vallier w Rybniku. Gdy zaalarmowani dość późno strażacy dotarli na miejsce, całe pomieszczenie stało już w ogniu. Lokatorzy (kobieta i mężczyzna) stali na balkonie od strony podwórza, gdzie przeczekali pożar, gdyż strażacy nie można było wyprowadzić ich z płomieni.
– Rąbałem na podwórku drewno dla matki, gdy kobieta krzyknęła, że się palimy. Znalazłem się na górze w kilka sekund. Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem czarny dym i płomienie. Nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się na balkonie. Pamiętam tylko, że po drodze przewróciłem się i rozbiłem głowę. Zamknęliśmy szybko drzwi balkonowe, by ograniczyć dopływ powietrza. Było słychać, jak trzeszczą szyby od gorąca – mówi pan Józef, lokator wypalonego mieszkania. Na korytarzu temperatura była tak wysoka, że stopiły się plastikowe rurki, w których biegły przewody telewizji kablowej.
Kłopoty miała też starsza kobieta, która mieszka nad pogorzelcami. Wyszła przez okno od strony ulicy i wdrapała się na niewielki daszek. Strażacy sprowadzili ją na ziemię przy użyciu drabiny mechanicznej. Tuż przed nimi zjawiło się pogotowie. Na półpiętrze ratownicy znaleźli nieprzytomną 65-letnią sąsiadkę pogorzelców, która w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Odwieziono tam też pogorzelców i jeszcze jedną osobę z objawami zatrucia dymem. Tych pierwszych już nazajutrz zwolniono do domu. Weekend spędzili u krewnych. W feralnym mieszkaniu było sporo łatwopalnych przedmiotów. Straty wyliczono wstępnie na 20 tys. zł. Tego samego dnia nadzór budowlany nakazał opróżnienie wypalonych pomieszczeń.
Z powodu nadpalenia elementów drewnianego stropu wyłączył też z użytkowania jeden z pokoi w lokalu na czwartym piętrze. Jeszcze tego samego dnia pracownicy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej mieli tam wykonać niezbędne zabezpieczenia, choć generalnie budynkiem zarządza PKP. Inspektorzy nakazali też odłączenie wszystkich mediów i wykonanie ekspertyzy. W poniedziałek w budynku był już prąd i woda, ale nie było jeszcze gazu. Zdaniem strażaków pożar mógł spowodować rozpalony węgiel, który wypadł z pieca kaflowego. W taką wersję wydarzeń nie wierzy pan Józef. Jego zdaniem przyczyną było raczej zapalenie się instalacji elektrycznej. Ku takiej wersji skłania się też kilku sąsiadów.