Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°C
Elektroniczna karta miejska obowiązuje w Rybniku już od 18 listopada 2006 roku. Pasażerowie komunikacji autobusowej mieli więc okazję wypróbować e-kartę przez cały 2007 rok. Czy elektroniczny bilet się sprawdził? Zdania, jak to zwykle bywa, są podzielone.
Elektroniczny system opłat za pomocą kart magnetycznych ciągle jest u nas mało popularny. Używa się go m.in. w Warszawie, Krakowie czy Suwałkach, w lutym zaistnieje w Głogowie na Dolnym Śląsku. Rybnik zachowa miano pierwszego miasta w Polsce, w którym e-kartą płaci się za jednorazowe przejazdy, podczas gdy np. mieszkańcy stolicy opłacają w ten sposób jedynie bilety okresowe. Kierowcy chwalą nowy system. – W tej chwili sprzedajemy więcej biletów, co wiąże się z odpowiednimi prowizjami – mówi pan Jerzy, który w komunikacji miejskiej pracuje już od dziesięciu lat. Jak przyznaje, bilet u kierowcy jest nieco droższy, ale teraz także w autobusie istnieje możliwość zakupu biletu ulgowego.
Inne powody
Przed wprowadzeniem e-karty każdy pasażer musiał zakupić w autobusie bilet w jednej cenie, choćby nawet miał prawo do ulgi. Wydruk biletu trwa krótko, nie sprawia żadnych kłopotów. – Ewentualne spóźnienia, na które skarżą się pasażerowie, na pewno nie wynikają z tego powodu, prawdziwym utrapieniem są korki – wyjaśnia pan Jerzy. Dobre strony widzi też pan Jan, szofer z ponad 20-letnim stażem. – Wreszcie mam dokładny czas, który pokazuje urządzenie do sprzedaży biletów, pewniejsze niż mój zegarek. W tej pracy trzeba dokładnie mierzyć czas, żeby zmieścić się w rozkładzie. Jeśli chodzi o minusy, to być może w tej chwili jest więcej gapowiczów? – zastanawia się pan Jan, kierujący niebieskim jelczem.
Wielu pasażerom podoba się nowy system, są jednak i niezadowoleni. Sporo problemów widać dopiero z poziomu chodnika przystanków. Jednym z nich jest dostępność kart miejskich. W kioskach czasami ich nie ma. Pasażer musi także pamiętać o tym, by na jego karcie było zawsze więcej pieniędzy niż koszt biletu. Obecna cena przejazdu w pierwszej strefie to 2,20 zł, ale to nie wystarczy nawet do jednokrotnego przejazdu. Elektroniczny kasownik na dzień dobry pobiera 3 zł, a w autobusach linii drugiej strefy 4 zł. Resztę zwraca przy wysiadaniu, jeśli nie zapomni się o powtórnym przyłożeniu karty do czytnika. Czy ktoś policzy, ile pieniędzy wypłynęło z portfeli roztargnionych podróżnych, którzy za późno przypomnieli sobie o powtórnym skasowaniu karty?
Więcej samodyscypliny
Niestety, elektroniczny system wymaga od użytkowników większej samodyscypliny. Zarówno kierowcy, jak i pasażerowie są zgodni co do tego, że zmniejsza się liczba mimowolnych skasowań. W pierwszych tygodniach częste bywały przypadki dwukrotnego skasowania czy pobrania dodatkowej kwoty z karty umieszczonej np. w kieszeni koszuli. Po roku ludzie są uczuleni na takie sytuacje i na ogół należycie chronią swoje karty. Problem bywa czasem odwrotny: w porannym tłoku zdarzają się trudności z dotarciem do kasownika. Jeśli dodać do tego konieczność dwukrotnego kasowania wszystkich (nawet miesięcznych) biletów, to trudno dziwić się temu, że w autobusach panuje ścisk. Część stałych pasażerów z biletami okresowymi rezygnuje z nakazanego kasowania, a może to właśnie oni są postrzegani jako gapowicze?