Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°C
Niewiele jest małżeństw, które oddają się wspólnej pasji. Do takich pozytywnych wyjątków należą Alicja i Andrzej Marcolowie z Palowic, którzy dzielą zamiłowanie do malarstwa.
Andrzej Marcol zawodowe losy złączył z górnictwem, to były górnik, w którym tkwi artystyczna dusza. Dzięki niej może wyrazić swoją wizję, swoje myśli i uczucia. Dwa lata temu tą miłością do malowania zaraził żonę. Dzisiaj małżonkowie malują wspólnie, a ich obrazy zdobią ściany ich domu.
Pan Andrzej swój pierwszy obraz namalował na wielkim kawałku twardej tektury mając 14 lat. – Odrysowałem trzy półnagie, kąpiące się kobiety. Potem pomalowałem je plakatówką. Jak skończyłem i popatrzyłem, nawet mi się spodobało – przypomina swoje malarskie początki. Potem podejmował kolejne próby, a że wychodziło, więc zaczął coraz więcej rysować, a potem malować farbami. Talent przydał mu się w wojsku. -Przy malowaniu półgołych kobiet żołnierzom na tarczach zegarków – podpowiada żona. A później w latach pracy w kopalni Szczygłowice. – Jak któryś odchodził na emeryturę, na pożegnanie malowałem dla niego obraz – wyjaśnia.
Teraz kiedy sam jest już na emeryturze, jego królestwem stała się piwnica, gdzie ma swoją pracownię. Spędza w niej przy sztalugach wiele godzin, przygotowuje płótna, gruntuje je, miesza farby, maluje. –Żona strasznie marudziła, że tylko siedzę w tej piwnicy. W końcu powiedziałem weź pędzel i też coś namaluj. No i dała się skusić, i namalowała. Teraz to ona więcej czasu spędza w naszej pracowni – śmieje się palowiczanin. Pani Alicja swoich sił spróbowała 2 lata temu. – Najpierw było kopiowanie. Brałam obrazek i starałam się go odtworzyć. Z czasem sama zaczęłam wymyślać tematy – opowiada.
Obydwoje malują bardzo dużo. Pan Andrzej ze swoim kilkudziesięcioletnim doświadczeniem ma na koncie ponad sto obrazów. Pani Alicja kilkanaście. Ich prace są niezwykle wyraziste i pełne świeżości. Przedstawiają pejzaże, martwe natury, obrazy z życia Śląska – familoki, barbórki. Pan Andrzej przyznaje, że najwdzięczniejszym tematem dla niego są krajobrazy, choć jak dodaje, początki ich odtwarzania były bardzo trudne. –Problemem było dla mnie namalowanie lasu. Teraz, po latach wprawy już idzie jak z płatka –mówi. Jego pejzaże są nastrojowe, pełne ciepła i nostalgii. Obrazy pani Alicji przedstawiające tradycje, życie rodzinne wywołują z kolei pozytywne emocje i uczucia. Twórczością państwa Marcolów zainteresował się Gerard Trefoń, śląski kolekcjoner i kilka ich obrazów dołączył do swej ogromnej kolekcji. Obrazy Marcolów były nadto wystawiane w Rudzie Śląskiej, Siemianowicach, Rybniku, Strumieniu oraz Muzeum w Cieszynie. Również wielu mieszkańców Palowic przychodzi do Andrzeja Marcola z konkretnym zamówieniem. Twórca nie odmawia nikomu. W szczególności wnukom. –W szkole czasem jest jakaś loteria. Trzeba przynieść fant. To siadam i maluję. Ktoś będzie miał pamiątkę – mówi. Kiedy dwa miesiące temu do rodzinnych Palowic przyjechał ks. Bogdan Cofalik i zorganizował charytatywny festyn na rzecz misji, Marcol zszedł do piwnicy i zaczął malować. Obrazy poszły na festynową aukcję.
– Żaden człowiek nigdy nie jest spełniony w stu procentach. My malujemy, bo to zwyczajnie kochamy – mówią Alicja i Andrzej Marcolowie.