Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°C
Znowu była szansa na wznowienie negocjacji z górnikami strajkującymi w kopalni Budryk. Wczoraj zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej zasiadł do rozmów z przedstawicielami central związkowych tak z Budryka, jak też z JSW. Kłopot w tym, że zabrakło wśród nich wszystkich czterech, które prowadzą protest.
Dlaczego? Na miejsce negocjacji wyznaczono remizę, a liderzy strajkujących chcieli spotkania w kopalni, która nie fedruje już od 17 grudnia. 2 stycznia miało dojść do wznowienia negocjacji, które zerwano przed sylwestrem, ale nic z tego nie wyszło. Protestujący rozpoczęli więc strajk okupacyjny pod ziemią. Dwaj zasłabli, więc trzeba było wywieźć ich na powierzchnię. Obaj trafili do szpitala. Komitet strajkowy podaje, że okupację pod ziemią prowadzi 480 osób (z powodu braku miejsca część zeszła na poziom 1050 m), według zarządu ponad 280 osób. Od soboty górników wspierają rodziny, które pikietują pod bramą.
Nastroje są coraz gorsze, w poniedziałek część ludzi chciała zacząć głodówkę. Tymczasem 4 stycznia Budryk znalazł się w strukturach Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Inspektorzy Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach stwierdzili, że jeśli nie wznowi fedrunku, może dojść do pożaru pod ziemią. W tej sytuacji dyrektor został zobowiązany do wznowienia prac w dwóch ścianach, a komitet strajkowy wezwany do nieprzeszkadzania w ich prowadzeniu. Zarząd JSW, który teraz jako jedyny ma kompetencje do rokowań ze stroną społeczną, zaprosił też związki do rozmów. Trwały ok. 40 minut, bo, jak stwierdził prezes Jarosław Zagórowski, nie było z kim rozmawiać.
Poinformował więc tylko, że kopalnia ma już ok. 32 mln zł strat, zagroził też, że jeżeli strajkujące związki do piątku nie wykażą dobrej woli, to trzeba będzie zamknąć dwie zagrożone ściany i ograniczyć wydobycie. Okupację w Budryku potępiły wszystkie centrale związkowe w JSW. Być może dziś dojdzie do rozmów ostatniej szansy.