Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°CŚwięta, święta i po świętach. Z jednej strony żałuję, że znowu minęły tak szybko, iż nie zdążyłam nacieszyć się ich magią, ale z drugiej odetchnęłam z ulgą, że wreszcie skończyło się całe to szaleństwo związane z przygotowaniami. Było w nich bowiem zdecydowanie za wiele hałasu i przepychanek oraz zwykłego okrucieństwa.
Najbardziej irytowała mnie gorączka zakupów, której oczywiście trudno nie ulec, skoro pod choinką muszą być góry prezentów, nie wypada też, żeby stoły nie uginały się od przysmaków, ale wszystko powinno mieć swoje granice, a te zaczynają się zatracać. No bo cóż z tego, że z głośników w marketach płynęły dźwięki kolęd, skoro w kolejkach do kas nieraz dochodziło do kłótni? Niechcący sama spowodowałam taki incydent. Wybrałam się do sklepu po środki czystości. Przy kasie okazało się, że domestos, który mnie interesował, jest tylko w promocji z cifem. Pech chciał, że ktoś rozerwał to promocyjne opakowanie, a ja nieświadomie wzięłam z półki połowę tego, co powinnam włożyć do koszyka. Kasjerka po wykonaniu kilku telefonów do koleżanek oznajmiła mi, że najprościej będzie, jak zrezygnuję z domestosa.
Z kolejki już sypały się gromy, bo cała ta wymiana zdań jednak trwała, więc wróciłam do domu bez tego, po co przyszłam. Może i zgrzeszyłam brakiem uwagi przy regale, ale nie ma wątpliwości, że przedświąteczny pośpiech nie nastraja życzliwie wobec bliźnich. Jeszcze gorszy w tym okresie jest stosunek do tych, których święty Franciszek z Asyżu nazywał naszymi braćmi mniejszymi. Jak to bowiem się dzieje, że przez cały rok ludzie kupują ryby mrożone czy wędzone, ale przed świętami chcą mieć żywe, bo koniecznie muszą zabić je własnoręcznie, i to w makabrycznych wręcz okolicznościach? Najpierw przecież przywożą do domu na pół żywego karpia w reklamówce i wpuszczają np. do wanny, żeby dzieci mogły się nim nacieszyć i pobawić. Ledwo jednak milusińscy zdążą zaprzyjaźnić się z rybką, a ona trochę przyjdzie do siebie, tata czy inny dorosły domownik pozbawia ją życia.
To nie lepiej przynieść zabitą, żeby się nie męczyła, a najmłodsi nie mieli okazji do uczenia się bestialstwa? I pomyśleć, że dzieje się to przed Bożym Narodzeniem, w przededniu którego zwierzęta ponoć mówią ludzkim głosem. Jakby tego było mało, nazajutrz po świętach na kadziach z karpiami, które nie znalazły nabywców, pojawiły się kartki z napisami: kup mnie. Wypadałoby też dodać: zabij i zjedz, jakby karpie nie marzyły o niczym innym, jak tylko o torturach. W tej sytuacji telewizyjna reklama z truskawką w roli głównej, która śni jedynie o trafieniu do jogurtu jogobella, a potem do czyjegoś brzucha, to przysłowiowy pryszcz. W związku z tym życzę sobie i wszystkim, żebyśmy w nowym roku spojrzeli wreszcie na świat ludzkim okiem, a przed następnymi świętami albo ułaskawili karpie, albo rozprawili się z nimi zaraz po wyłowieniu ze stawu.