Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

-7-15°C
-10-14°C
Dobrze znany naszym Czytelnikom Marek Szołtysek, autor popularnych książek o Śląsku i Ślązakach, wystąpił w głośnym, charytatywnym przedstawieniu „O Śnieżce i siedmiu krasnoludkach”. Nie bacząc na słuszną posturę rybniczanina, obsadzono go w roli krasnoludka Gburka, który, już za sprawą samego Szołtyska, mówił gwarą, co było największym odstępstwem od disneyowskiego pierwowzoru sztuki.
Spektakl miał gwiazdorską obsadę, choć większość występujących w nim osób wcześniej miała niewiele wspólnego ze sceną teatralną. Dość powiedzieć, że w postaci pozostałych krasnali wcielili się m.in. były premier Jerzy Buzek (Śpioszek), prof. Tadeusz Sławek (Mędrek) czy Artur Rojek (Gapcio) z zespołu Myslovitz. Kazimierz Kutz zagrał króla, a Kamil Durczok lustro. W roli Śnieżki wystąpiła Magdalena Kumorek, bo, jak mówi Szołtysek, nie można było znaleźć znanej i popularnej Ślązaczki w wieku właściwym dla księżniczek. Inicjatorem całego przedsięwzięcia, które miało na celu zdobycie funduszy dla hospicjum Cordis w Mysłowicach, była senator Krystyna Bochenek.
W ostatniej chwili
Autorem scenariusza jest Magdalena Piekorz z Chorzowa, która napisała wierszowane dialogi. Szołtysek pierwszego e-maila w tej sprawie dostał w październiku, a próby zaczęły się stosunkowo późno, bo w końcu listopada. Rybniczanin nie chciał być tylko jednym z siedmiu krasnoludków i postanowił zrobić coś, by zostać zauważonym w tym doborowym towarzystwie. – Zaproponowałem, że swoje kwestie powiem w gwarze śląskiej. Nie wszyscy ten pomysł uznali za genialny, ale w końcu dano mi wolną rękę. Przesłałem pani reżyser moje tłumaczenie swojej roli i tekst został przyjęty. Przyznam szczerze, że sam miałem kłopoty, żeby się go nauczyć, bo było to kilkanaście krótkich odzywek i największym problemem było zapamiętanie ich kolejności – opowiada sceniczny Gburek.
W swoich programach o historii Śląska realizowanych z Telewizją Katowice wcielał się już w postaci cesarzy, zbójników, rycerzy, a nawet pogromcy dinozaurów, ale w roli krasnoludka wystąpił pierwszy raz w życiu. Trzecia próba, w której wziął udział, trwała właściwie cały dzień, odbyła się w przededniu spektaklu i skończyła o pierwszej w nocy. Przyznaje, że najbardziej męczące było dla niego uzgadnianie terminów kolejnych prób, odpowiadanie na e-maile i odbieranie dziesiątek telefonów, a także same dojazdy. Kostiumy uszyto według wymiarów podanych przez samych aktorów z elastycznej tkaniny, co dawało niezbędny margines bezpieczeństwa. Jedno nie ulega wątpliwości: od czasu premiery w garderobie chorzowskiego Teatru Rozrywki znajduje się największy kostium krasnoludka w tej części Europy.
Nie wyłożyć się
– Chodziło w końcu o to, żeby się nie wyłożyć z tekstem. Mnie się udało, a nawet dwukrotnie uratowałem sytuację. Ktoś zwyczajnie zapomniał tekstu, więc wcześniej rozpocząłem swoją kwestię. Oczywiście zabrakło kilku zdań, ale publiczność na pewno niczego nie zauważyła – opowiada Szołtysek. Aktorzy amatorzy w niedzielę, 9 grudnia, zagrali dwa przedstawienia dla kompletów publiczności. Po drugim odbyła się jeszcze aukcja przedmiotów związanych z tym wyjątkowym spektaklem. Zlicytowano m.in. afisze z autografami wszystkich aktorów i oryginał wydruku scenariusza sztuki. Krasnoludki wystawiały na sprzedaż figurki krasnali ze swoimi autografami. Krasnal Szołtyska był ostatnim przedmiotem licytowanym w czasie tej aukcji, co było dla niego mało komfortowym rozwiązaniem.
W owej chwili ci, którzy zamierzali przeznaczyć pieniądze na zbożny cel, już je przecież wydali. – Byłem trochę wystraszony, że narobię sobie gańby i sprzedam tego krasnala za marne grosze. Myślałem nawet o tym, że jak licytacja słabo pójdzie, to sam go wykupię, żeby to jakoś honorowo zakończyć. W czasie licytacji zaapelowałem do sumień Ślązaków, mówiąc, że to będzie wielka gańba, jak się okaże, że Durczok z telewizji sprzedał swoje lustro za 10 tys., a Ślązok Szołtysek swego krasnala tylko za 500 zł. No i udało się, sprzedałem swoją figurkę za równe 10 tys. zł, co nawet dla mnie było szokiem. To chyba jeden z moich większych sukcesów, zwłaszcza że pozwoli hospicjum na zakup kolejnego specjalistycznego łóżka z oprzyrządowaniem zapobiegającym powstawaniu odleżyn – cieszy się Marek Szołtysek.
Magdalena P.: Wrzuciłam dziecko do pieca CO
Z przesłuchania wróciła do domu, dziećmi zajmuje się psycholog• Jestem za śląską kasą• Bezdomny chciał się ogrzać, podpalił śmieci w piwnicy• Pożar dachu przy ulicy Malinowej w Rybniku • Czy matka spaliła noworodka w piecu? Trwa przesłuchanie w prokuraturze
GUS ukrywa liczbę Ślązaków
Jak rodzić z uśmiechem?Historia: Taki był Rybnik po 1922 roku
Gorzyce: Matka zatrzymana, policja szuka noworodka • Okradał ten sam sklep, aż wpadł
Mróz nadal daje popalić, ale przy koksioku jest cieplej› zobacz więcej...