Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°CChoć Wigilia to jeszcze nie dzień świąteczny, dla wielu z nas to najważniejszy i najbardziej wyjątkowy dzień w całym roku. W wielu domach przy wigilijnym stole spotykają się wielopokoleniowe rodziny: dziadkowie, ich dorosłe dzieci i wnuczęta. Przynajmniej przez chwilę obejmujemy też pamięcią tych, którzy już odeszli. Sam mam przed oczyma Wigilie z moimi nieodżałowanymi dziadkami. Mijały lata, a ta niezwykła kolacja zawsze wyglądała prawie tak samo. Tylko my się zmienialiśmy – rośliśmy jak na drożdżach, dorośleli. Oni też posuwali się w latach, ale w tę pasywniejszą stronę ludzkiego żywota. Dziadek Piotr, urodzony jeszcze w XIX wieku, był ortodoksyjny w swych poglądach i bardzo zasadniczy, szorstki, ale prawy. Nigdy nie zapomnę, jak latem nie chciał nam uwierzyć, gdy relacjonując kolejny dzień papieskiej wizyty w Polsce powiedzieliśmy mu, że nasz papież Jan Paweł II spotkał się z gen. Jaruzelskim. – Niepodobne, by papież spotkał się z kimś takim – orzekł.
Czasem zastanawiam się, co by powiedział dziadek, gdyby raz jeszcze mógł z nami zasiąść do Wigilii, a wcześniej choć przez chwilę przyjrzeć się współczesności, która wydaje się być coraz bardziej zwariowana.
Każda wigilia winna być świętem rodzinnej tradycji. Tradycji, która łączy nas z minionymi pokoleniami i oby łączyła i z tymi, które przyjdą po nas.
„Ciekawi jesteście, jak ta tradycja powstała? Powiem wam: Nie mam pojęcia. Ale to tradycja sprawia, że wiemy, kim jesteśmy” – te proste słowa Tewjego Mleczarza ze „Skrzypka na dachu” nie wymagają komentarza. Tradycja to nasze korzenie i źródło naszej tożsamości, a to sprawy zbyt poważne, by pozwolić komuś przy nich majstrować. A majstruje wielu. To, co telewizja i hipermarkety wyprawiają z grudniowymi tradycjami, woła o pomstę do nieba. W supermarketach ledwie uda się zwieźć do magazynów znicze, których nie udało się sprzedać na Wszystkich Świętych, a już stawia się choinki, zapala światełka i serwuje bożonarodzeniowe szlagiery, by klienci poczuli nieodpartą chęć kupowania. Handlowcom z niewielkim opóźnieniem wtórują samorządowcy i choć to wbrew naszej tradycji, choinki i świąteczne iluminacje pojawiają się w naszych miastach na długo przed Wigilią i świętami. Gdy w końcu przychodzi Boże Narodzenie, na nikim nie robią już większego wrażenia, bo przecież zdążyły się opatrzeć.
A co z naszym św. Mikołajem? Wygląda na to, że podmieniono nam go na amerykańskiego krasnoluda. Co gorsza ten krasnal bywa też transwestytą w kusej spódniczce. Prawdziwy święty był hojny, ale wymagający, pytał dzieci pacierza i czasem przynosił rózgi. Co ważne zjawiał się tylko 6 grudnia. Ten nowy, niczym sikorka z lasu, przylatuje do nas na całą zimę; niczego już nie wymaga i wszędzie go pełno. Tak oto Święty Mikołaj, który w dobie PRL-u poradził sobie z nacierającym od wschodu Dziadkiem Mrozem, w dobie wolnego rynku przegrał z marketingowym superkrasnalem made in USA.
To rozchwianie tradycji i rozluźnienie reguł, które przez całe pokolenia rządziły kalendarzem, pociąga za sobą kolejne zmiany. Coraz mniej osób i instytucji przejmuje się wielkim postem czy adwentem, okresami, które zgodnie z chrześcijańską tradycją winny sprzyjać wyciszeniu i refleksji. Wczoraj, 18 grudnia, w Teatrze Ziemi Rybnickiej miał się odbyć turniej kabaretów działających przy kołach gospodyń. O tempora! O mores! – chciałoby się zawołać. Jeśli nasze gospodynie, które winny stać na straży tradycji, w najważniejszym okresie adwentu bawią się w kabareton, to broń ich Panie Boże.
Przed tą ofensywą antytradycjonalistów coraz trudniej bronić naszych domów i rodzin. Jak przekonać dzieci, że świat i supermarkety zwariowały, że to wszędzie dookoła jest anormalne? Jak wytłumaczyć im to, że ich dziadek i pradziadek stawiał choinkę dopiero w dniu Wigilii, i to wystarczający powód, by doczekały się jej jako ostatnie w całym bloku? Tłumaczyć jednak warto i tłumaczyć trzeba, bo nasze tradycje to rzecz święta, kwintesencja mądrości całych pokoleń.
Oczywiście można ulec trendom i dla świętego spokoju postawić dzieciom choinkę już w listopadzie. Ale życie nie może polegać na łatwiźnie. Współczesny świat podsuwa nam mnóstwo takich łatwizn. Zamiast rozmawiać z dziećmi, a może i je wychowywać, łatwiej np. włączyć kablówkę. Zamiast zaopiekować się zniedołężniałymi rodzicami, łatwiej zafundować im „spokojną starość”. Ale prawdziwa dojrzałość, miłość czy przyjaźń nie polega na chodzeniu na skróty i na wygodnych rozwiązaniach. Gdyby tak było, nie byłoby świąt Bożego Narodzenia, prostej pasterskiej stajenki i tego wszystkiego, co stało się później.