Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2015°CWycieczki są przyjemne, zwłaszcza że podróże kształcą, ale jeszcze milsze bywają powroty, bo wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Z radością wracałam więc w sobotę z kilkudniowego urlopu na Słowacji, podziwiając przy okazji imponujące wręcz tempo budowy autostrady, która połączy Bratysławę z Żiliną, bo u nas buduje się mało i ślamazarnie (dowodem choćby ślimacząca się modernizacja wiślanki na wysokości Żor), choć mówi dużo. Okazało się jednak, że największym wydarzeniem medialnym w kraju nie były plany jakiejś ważnej budowy, ale odbywający się właśnie kongres PiS-u, jakbyśmy nie mieli żadnych zmartwień.
Czy rzeczywiście? W niedzielę część stacji telewizyjnych podała np., że w tym roku w Wielkiej Brytanii przyjdzie na świat co najmniej 17 tys. polskich dzieci, a to wedle wyspiarzy zdecydowanie za dużo. Nie był to jednak temat numer jeden, a szkoda, bo rodzice tych maleństw na pewno woleliby pracować i płacić podatki w kraju, ale na razie nie widzą w nim miejsca dla siebie. I niestety mają rację, bo póki co nie widać zabiegów mających zachęcić emigrantów do powrotu. Na pierwszy plan wysuwają się kłótnie, czy ważniejszy jest premier, czy prezydent, podnoszą się też głosy, że rząd dopuścił się skandalu, obcinając budżet Kancelarii Prezydenta o 8 mln zł, choć o tyle samo ma być mniejszy budżet Kancelarii Premiera. Oszczędności zapowiedziano zresztą we wszystkich resortach.
Dzięki temu będą 4 mld zł na podwyżki dla nauczycieli. O co więc tyle hałasu? Może o to, że, jak sugerują niektórzy, w aptece działającej na tyłach kancelarii głowy państwa nie będzie już... viagry? A może viagra będzie, bo apteka, jak zapewnia kancelaria, jest ogólnodostępna i nikt nie ma tam przywilejów, choć to nie lek pierwszej potrzeby? Nie była to jedyna weekendowa rewelacja. Wedle innej, wyśledzonej przez „Dziennik”, Donald Tusk miał dobrać sobie Leszka Millera na doradcę ds. zwalczania prezydenta, co podchwycił prezes PiS-u na rzeczonym kongresie. Coś tu jednak nie trzyma się kupy, bo Miller twierdzi, że o czymś takim nie było nawet mowy, a on sam wprosił się do Tuska, aby pogratulować mu wygrania wyborów. Zdradził też, że składał kurtuazyjne wizyty również Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdy ten był szefem Rady Ministrów.
O tym jednak, co zrozumiałe, prezes już nie wspomniał. Wolał znowu postraszyć nas PO, choć wkrótce sami przekonamy się, jakie będą rządy nowej koalicji, więc nie warto bawić się w proroka, bo nietrudno o pomyłkę. Jedna przepowiednia byłego premiera, który wieszczył, że jak oni (czyli PO) wygrają wybory, to będziemy mieli nowy 13 grudnia, już zresztą się nie sprawdziła. Jutro, 13 grudnia, minie natomiast 26. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Byłoby dobrze, żeby wszyscy dawni działacze demokratycznej opozycji, którzy byli przecież kolegami, uczcili ją razem i bez obrzucania się kalumniami. Pytanie, czy to jest jeszcze w ogóle możliwe.