Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2714°CNo i gabinet Donalda Tuska uzyskał wotum zaufania w Sejmie, choć nastąpiło to dzień później, niż planowano, bo do zadawania pytań nowemu premierowi zapisało się blisko 160 posłów. Coś podobnego zdarzyło się u nas chyba po raz pierwszy, ale nie był to jedyny rekord. Pierwszy ustanowił szef Rady Ministrów, bo jego exposé trwało aż 185 minut, w efekcie opozycja nazwała go polskim Fidelem Castro, jako że kubański przywódca słynie z wygłaszania niekończących się przemówień.
Dla Donalda Tuska to niezbyt miły akcent na początku urzędowania, ale też mógł przewidująco ograniczyć wystąpienie do np. półtorej godziny. Może wtedy nikt nie musiałby walczyć z napadami senności, które nieraz były nie do opanowania. Snem sprawiedliwego spał np. eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski. Z kolei Jarosław Kaczyński rozdzierająco ziewał, ale nie dał się porwać w objęcia Morfeuszowi, bo szykował się do ataku. Zabrakło mu niestety elegancji, gdyż po drodze zakrapiał sobie nos. Atmosfera ożywiła się, gdy posłowie zaczęli zadawać pytania. Co ciekawe, nie odpuścili nawet przedstawiciele koalicji, przedłużając dyskusję jeszcze bardziej, choć moim zdaniem w zupełności wystarczyłby już popis opozycji, która zgodnie ze swoim prawem nie zostawiła suchej nitki na planach nowego premiera.
Szefowie LiD-u stwierdzili więc, że nie ma w nich rozwiązań koniecznych do tego, by żyło się lepiej wszystkim, a Jarosław Kaczyński już wie, że pod rządami Donalda Tuska będą petryfikacja (utrwalanie układu), pacyfikacja (np. słowa) i restauracja (PRL-u), co ułożyło się w złowróżbny skrót PPR. No cóż, każdy mierzy własną miarką, bo te trzy określenia jako żywo pasują mi do rządów PiS-u. To przecież w jego czasach państwo zaczęło rozpychać się jak przed 1989 rokiem, media i dziennikarze byli dzieleni na lepszych i gorszych, a kto usiłował dowiedzieć się np., co stało się 16 sierpnia w Afganistanie, był z góry ustawiany na pozycji zdrajcy. Aż dziw, że były premier ma tak wysokie poczucie samozadowolenia ze swoich rządów i posuwa się do stwierdzeń, że reszta planów jego następcy jest cudem, choć Donald Tusk wcale nie obiecywał cudu, tylko mówił, że Polska zasługuje na cud.
Póki co mamy waśnie dotyczące składu sejmowej speckomisji (PiS na złość forsuje do niej Antoniego Macierewicza), która w efekcie może mało wyjaśnić. Jest jednak nadzieja, że pewne problemy rozwiążą się same. To np. sprawa naszego udziału w tzw. misjach stabilizacyjnych, bo wcale nie zdziwiłabym się, gdyby po pokazowym aresztowaniu sześciu żołnierzy zabrakło ochotników. Nie mam za to wątpliwości, że Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia i poseł PiS-u z naszego regionu, bardzo zresztą popularny, powinien dziękować Bogu, że jego partia nie wygrała wyborów. Inaczej pewnie już zajęliby się nim funkcjonariusze CBA, choć jeszcze wcale nie wiadomo, czy przy tworzeniu listy leków refundowanych doszło do czegoś nagannego. Na razie CBA zajmie się listą, a to moim zdaniem jest dobra kolejność.