Zmień miasto dla prognozy pogody
Wybierz miasto:

2714°C
2714°CWiększość rodaków nie wie, gdzie w końcu powstanie stadion narodowy na Euro 2012. Bo raz jedni, raz drudzy decydenci noszą się z tą lokalizacją jak przysłowiowa kura z jajkiem. Nikt natomiast chyba nie ma wątpliwości, gdzie był stadion narodowy w minioną sobotę. Coś około 47 tys. biało-czerwonych kibiców zjechało na Stadion Śląski, by oglądać triumf biało-czerwonych i razem z nimi cieszyć się z historycznego awansu do mistrzostw Europy.
Ten wiekowy już, ale modernizowany stadion to największa chluba Śląska. Chyba nic innego, co śląskie nie jest tak bliskie rodakom z innych regionów, tak szybko rozpoznawalne, tak dobrze kojarzone. Kraków ma Wawel i kościół Mariacki, Warszawa Pałac Kultury i Nauki, a Śląsk Stadion Śląski. Nigdzie indziej Mazurek Dąbrowskiego nie brzmi tak jak w tym kotle czarownic, nigdzie indziej polskich piłkarzy nie wspiera taka publiczność. Ten stadion jest wyjątkowy jeszcze z jednego względu – Ślązacy go zbudowali, utrzymywali i choć to kosztowało krocie, nie pozwolili, by zamieniono go w targowisko.
Nowy stadion narodowy w końcu w Warszawie wybudują. Ale choć będzie większy, nowocześniejszy, piękniejszy, to jednak będzie tylko cudem techniki bez ducha i historii. Bo to coś, czego ani zaprojektować, ani kupić nie sposób. Wspaniała historia zapisywana przez kolejne pokolenia polskich piłkarzy i kibiców już zawsze będzie atutem Śląskiego. Swoją drogą szkoda, że tego argumentu nie wzięto pod uwagę, zastanawiając się nad budową stadionu narodowego. W końcu na warszawiakach naród się nie kończy.
Od niedzieli wielu fachowców od piłki nożnej zastanawia się, jak to możliwe, że przy słabej lidze doczekaliśmy się silnej reprezentacji. Mnie nurtuje inne pytanie: jak to się stało, że mimo chamstwa i agresji panującej na trybunach wielu ligowych stadionów polscy kibice stworzyli w sobotę na Śląskim taką wspaniałą, podniosłą wręcz atmosferę. Nie było wyzwisk, wulgaryzmów i tego wszystkiego, co raczej odstrasza od piłki nożnej, niż zyskuje jej nowych sympatyków.
Po jednej z wątpliwych decyzji sędziego meczu z Belgami komuś w sektorze wyrwał się początek niecenzuralnego hasła, dość powszechnie wykrzykiwanego na ligowych meczach. Prawie wszyscy stojący obok zmierzyli tego młodziana takim wzrokiem, że nie śmiał dokończyć. Mimo mrozu i późnej pory sobotniego meczu, wiele osób wybrało się nań ze swymi małymi pociechami. Widok tych kilkuletnich biało-czerwonych kapturków, dreptających za rączkę z tatą czy mamą, robił wrażenie. Niestety na meczach ligowych np. w naszym Wodzisławiu Śląskim takich obrazków się nie ogląda. W warstwie językowej dzieje się tyle złego, że dzieci lepiej tam nie przyprowadzać. Rozumiem, że klubowym działaczom ciężko cenzurować treść niektórych niewybrednych przyśpiewek szalikowców. Ale nie mogę pojąć, jak to się dzieje, że wodzirej owych szalikowców bez jakichkolwiek przeszkód i bez cienia skrępowania wykrzykuje wulgaryzmy na cały stadion. Właśnie tak, na cały stadion, bo robi to przy użyciu podręcznego megafonu. Co rusz więc, unosi się nad murawą: „A teraz k... wszyscy razem...”. Ostatnio ów wodzirej wziął się nawet za udzielanie rad samym piłkarzom, operując równie dosadnym słownictwem. O ile wiem, używanie słów wulgarnych w miejscach publicznych jest karalne, a tu proszę. Nie widziałem, by ktokolwiek próbował uspokoić tego wylewnego pseudowodzireja albo by podjęto przynajmniej próbę odebrania mu tego megafonu. Ten przypadek pokazuje dobitnie, że próg tolerancji dla chamstwa i wulgarności na naszych stadionach wciąż się obniża, a to musi niepokoić.
Sukces kadry Leo Beenhakkera na pewno odmieni naszą polską piłkę i zaowocuje nowymi piłkarskimi „powołaniami” wśród dzieciarni. Chłopcy, grając w nogę, będą teraz naśladować Smolarka juniora, Błaszczykowskiego, Boruca i innych. Dobrze by było, żeby takie mecze jak ten sobotni na Śląskim odmieniły też choć trochę atmosferę panującą na innych piłkarskich stadionach. Chciałoby się, by były to miejsca przyjazne dla osób w każdym wieku. By tata, wychodząc na mecz, nie musiał się zastanawiać, czy może zabrać ze sobą syna.